W polskiej polityce zawrzało. Do mediów trafił rzekomo tajny dokument z Kancelarii Premiera, który miał nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Według nieoficjalnych informacji, zawiera on szczegóły planu reformy administracyjnej, która może całkowicie zmienić układ sił w kraju.
Dokument, podpisany przez najbliższych doradców Donalda Tuska, przewiduje m.in.:
- centralizację decyzji w wybranych resortach,
- nowy mechanizm nadzoru nad wojewodami,
- ograniczenie kompetencji samorządów w zakresie finansów publicznych,
- wprowadzenie „cichych zmian” w systemie powoływania sędziów i prokuratorów.
Największe poruszenie wywołał jednak załącznik z klauzulą „do użytku wewnętrznego – nie publikować”, który zawiera analizę reakcji społecznych na możliwe ograniczenia wolności mediów w imię „stabilizacji debaty publicznej”.
Opozycja grzmi: „To zamach na demokrację!”. Ze strony prezydenta Nawrockiego miały już paść pierwsze nieoficjalne pytania – czy premier Tusk rzeczywiście planuje reformy za plecami opinii publicznej?
Rzecznik rządu odmówił komentarza, określając przeciek jako „fake news inspirowany politycznie”. Ale wielu komentatorów zauważa, że reakcja była zbyt nerwowa, by była przypadkowa.
W mediach społecznościowych wybuchła burza. Hasztagi #CoUkrywaTusk i #TajnyDokument natychmiast zdominowały krajowe trendy.
Czy Donald Tusk ukrywa coś przed obywatelami? A może to tylko próba destabilizacji rządu przez jego przeciwników?
Jedno jest pewne – tajny dokument istnieje, a jego treść może na zawsze zmienić polską scenę polityczną.