Jedna z kluczowych obietnic Donalda Tuska z kampanii 2023 – przejęcie przez ZUS wypłaty zasiłku chorobowego już od pierwszego dnia nieobecności pracownika – prawdopodobnie nie zostanie zrealizowana.
Choć oficjalnie trwają “prace legislacyjne”, kulisy rządowe mówią co innego: projekt utknął na etapie Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów i na razie nie ma szans na wejście w życie.
Dlaczego? Głównie przez finanse. Reforma kosztowałaby ZUS i budżet państwa nawet 14 miliardów złotych rocznie – pieniędzy, których po prostu nie ma.
Co więcej, istnieją obawy, że firmy mogłyby wykorzystać to rozwiązanie do obchodzenia trudnych sytuacji finansowych – wysyłając pracowników na „chorobowe”, by koszty przejął państwowy system.
Ministerstwo Rodziny i Pracy ma gotowy projekt, analizy i wyliczenia – ale wszystko zostało zamrożone.
Dodatkowo przegląd przepisów unijnych pokazał, że podobne rozwiązanie funkcjonuje jedynie na Cyprze. W pozostałych krajach UE odpowiedzialność finansowa za pierwsze dni zwolnienia spoczywa – przynajmniej częściowo – na pracodawcach.
Wiceminister Sebastian Gajewski nie wyklucza powrotu do tematu, ale w bliżej nieokreślonej przyszłości. – Wszystko zależy od budżetu, ale podwyżki składek nie planujemy – podkreśla.
Tymczasem politycy Koalicji Obywatelskiej próbują się dystansować od obietnicy. – To był „konkret” KO, nie całego rządu – słyszymy zza kulis. Dla opozycji to kolejny dowód na to, że hasła z kampanii były pisane „na kolanie”.