Śmierć Stanisława Soyki wstrząsnęła środowiskiem muzycznym i tysiącami fanów. Jeden z najważniejszych głosów polskiej sceny, artysta, który potrafił poruszyć duszę samym dźwiękiem – odszedł w wieku 66 lat. W dniu, w którym miał wystąpić na scenie sopockiego festiwalu, zapanowała cisza. Wspomnienia, które napływają, są pełne emocji.
– Jak on śpiewał, to wtedy milkły rozmowy – wyznał Tomasz Sianecki, który znał artystę od lat. Monika Olejnik mówiła o Soyce jako o człowieku pełnym optymizmu, który „kochał świat i ludzi”. Dziennikarze, radiowcy i muzycy nie kryją poruszenia – dla wielu z nich jego twórczość była punktem odniesienia, emocjonalnym azymutem.
Piotr Stelmach z Radia 357 przyznał, że każda chwila z muzyką Soyki była „jak zwolnienie czasu”. Marcin Kusy z Polskiego Radia podkreślił, że jego dorobek był „przeogromny”, a Łukasz Pieter z Radia ZET zauważył, że trudno wyobrazić sobie polską muzykę bez jego nazwiska.
To nie tylko pożegnanie artysty. To pożegnanie głosu, który zostaje z nami – na zawsze.