Spotkanie Donalda Tuska i Ursuli von der Leyen na granicy polsko-białoruskiej miało przebiec rutynowo. Ale za kulisami działy się rzeczy, o których opinia publiczna dowiedziała się dopiero po fakcie. Premier ujawnił, że na chwilę przed konferencją ochrona ostrzegła ich o możliwym zagrożeniu – przy granicy pojawili się białoruscy żołnierze uzbrojeni w broń długą.
– Zaproponowano nam, by przenieść spotkanie w inne, bezpieczniejsze miejsce – relacjonował Tusk. – Zapytałem przewodniczącej Komisji Europejskiej, co o tym sądzi. I usłyszałem coś, co dla nas w Polsce jest oczywiste: zero ustępstw, nikt nas nie będzie zastraszał – powiedział premier z wyraźną dumą.
Spotkanie odbyło się mimo ostrzeżeń – tuż przy samej zaporze granicznej, w obecności służb. – Ten gest odwagi i determinacji nie jest codziennością – przyznał Tusk. – No i przeżyliśmy – dodał z uśmiechem, ale i z wyraźnym przekazem.
W centrum rozmów znalazły się kwestie unijnej „Tarczy Wschód”, odpowiedzi na zagrożenia hybrydowe i plany zwiększenia budżetu UE na obronność i ochronę granic. Von der Leyen zapowiedziała, że państwa graniczne – w tym Polska – otrzymają dodatkowe środki, a cała Europa stanie solidarnie w obliczu zagrożenia ze strony Rosji i Białorusi.