Europa mierzy się z nową falą rosyjskich prowokacji – od tajemniczych dronów po akty sabotażu. NATO reaguje ostrzeżeniami, ale Władimir Putin… odpowiada śmiechem. Podczas wystąpienia w Soczi drwił z państw Sojuszu, sugerując, że ich obawy to „pretekst do zwiększania wydatków na zbrojenia”.
Rosyjski wywiad oskarżany jest już przez ponad dziesięć krajów o prowadzenie operacji hybrydowych, które obejmują m.in. naruszenia przestrzeni powietrznej przez drony oraz sabotaż infrastruktury krytycznej. Polska, Niemcy i Francja już podjęły działania – od aresztowań po przeszukania rosyjskich statków. W Polsce zatrzymano osobę, która zakopywała puszki z materiałami wybuchowymi na cmentarzach. Podejrzany miał pracować dla rosyjskich służb.
Premier Donald Tusk podczas szczytu w Kopenhadze nie owijał w bawełnę: „Ta wojna to jest też nasza wojna”. Wezwał NATO do porzucenia złudzeń i uznania, że mamy do czynienia z nowym, niebezpiecznym typem konfliktu. Dodał, że Polska zestrzeliła rosyjskie drony już we wrześniu, a incydenty przy strategicznej infrastrukturze dzieją się niemal codziennie.
Rosja oczywiście wszystkiemu zaprzecza, ale dowody mówią same za siebie – skanowane statki, przejęte drony, aresztowani podejrzani i coraz więcej sygnałów o celowym wzniecaniu chaosu. Putin kpi, Europa reaguje – ale pytanie brzmi: jak długo jeszcze Zachód będzie grał w tę niebezpieczną grę na zasadach Moskwy?