Na dalekiej Północy nikt nie łudzi się, że Rosja poprzestanie na Ukrainie. Finlandia otwarcie mówi o stanie gotowości i przygotowaniach na możliwy atak. Minister spraw wewnętrznych Mari Rantanen podkreśla: „Preparedness” – to słowo klucz w polityce bezpieczeństwa. A Finowie są gotowi jak nigdy wcześniej.
Kraj nie zapomniał o wydarzeniach z grudnia 2024 roku, kiedy rosyjski statek przeciął pięć podmorskich kabli na Bałtyku. Oskarżenie? Sabotaż. Dziś jednostki straży przybrzeżnej są uzbrojone po zęby, pilnują infrastruktury krytycznej i tropią „flotę cieni” Putina – tankowce, które poza omijaniem sankcji mogą być wykorzystywane do działań dywersyjnych.
Minister obrony Antti Häkkänen mówi wprost: „Rosjanie chcą odzyskać wpływy ZSRR w Europie”. Dlatego Finlandia nie tylko wzmacnia armię – ale szkoli całe społeczeństwo. Każdy obywatel ma w domu zapasy na 72 godziny, sklepy i firmy są zobowiązane do przygotowania planów awaryjnych.
Były prezydent Sauli Niinistö, pytany o Merkel i Schrödera, przyznał: „Putin miał obsesję na punkcie Ukrainy. Nic nie mogło go powstrzymać”.
Dziś w Europie tylko nieliczni mówią o zagrożeniu tak otwarcie jak Finowie. Ale jeśli Kreml zrobi kolejny krok – to właśnie oni mogą być pierwszymi, którzy go zatrzymają.