Jeden z rybaków, mężczyzna po czterdziestce o imieniu Dănuț, poczuł, że sieć zaczepiła się o coś ciężkiego. Kiedy wyciągnęli ją na brzeg, wśród wyschniętych wodorostów pojawił się brudny, pokryty błotem przedmiot. Początkowo myśleli, że to kawałek starego materiału, ale kiedy zaczęli go czyścić, zobaczyli zamek błyskawiczny. To był śpiwór.
Na jednym z brzegów, ledwo widocznym, widniało kolejne imię: „Sofia P”.
Mężczyźni spojrzeli na siebie. Przez kilka sekund żaden z nich się nie odzywał. Potem Dănuț wyjął telefon i zadzwonił na policję.
W ciągu kilku godzin teren zapełniły ekipy śledcze. Cofająca się woda odsłoniła mulisty brzeg i kilka kawałków materiału, które wyglądały jak ubrania. Znaleziono szczątki butów, zardzewiały termos i cienką srebrną bransoletkę.
Kiedy powiadomiono rodzinę, Pavel pozostał nieruchomy. Poszedł tam tego samego dnia z bijącym sercem. Kiedy zobaczył śpiwór, od razu wiedział. Należał do Sofii. Sam kupił go lata temu w sklepie w Klużu.
Policja zaczęła przeszukiwać teren. Kilka metrów od miejsca, w którym znaleziono śpiwór, odkryli małą kryjówkę zbudowaną z kamieni i gałęzi. W środku białe ludzkie kości. Późniejsze testy DNA potwierdziły to, co Paweł już czuł: to była Sofia.
Prasa eksplodowała. Przez kilka dni gazety i stacje telewizyjne rozpisywały się o „tajemnicy Apuseni”. Spekulowano, że dziewczyna została zaatakowana przez dzikie zwierzęta lub że stoczyła się w przepaść. Śledczy odkryli jednak coś jeszcze: obok jej szczątków znaleziono pamiętnik, przechowywany w plastikowej torbie.
Pierwsze kilka stron było zwyczajnych – opisy tras, notatki o pogodzie, szkice krajobrazu. Ale ostatnie trzy strony zmroziły Pawłowi krew w żyłach. Napis był niepewny:
„Zgubiłem drogę. Kompas się zepsuł. Nie miałem sygnału od dwóch dni. Woda zniknęła. Noc jest zimna. Ale góry są piękne… Jeśli ktoś to znajdzie, niech powie, że się nie poddałem. Walczyłem. Nie boję się”.
Kiedy Paweł skończył czytać, łzy spływały mu po twarzy. W tym momencie coś w nim się uspokoiło. Nie dlatego, że odnalazł siostrę, ale dlatego, że zrozumiał, że nie umarła na próżno. Żyła tak, jak chciała – wolna, pośród ukochanej przyrody.
Po pogrzebie Paweł postanowił postawić na brzegu jeziora mały drewniany krzyż. Napisał na nim:
„Sofia – dziewczyna, która kochała góry bardziej niż strach”.
W kolejnych latach miejsce to stało się przystankiem dla turystów. Niektórzy zapalali świeczkę, inni zostawiali kwiat. Paweł przyjeżdżał tam każdego lata, siadał na kamieniu i patrzył na wodę.
„Miałaś rację, siostro” – mruczał. „Góry naprawdę nie kłamią. Po prostu skrywają sekrety tych, którzy je kochają”.
Gdy wiatr wiał przez jodły, zdawało mu się, że słyszy znajomy głos szepczący do niego z daleka:
„Nic mi nie jest, bracie. Nigdy nie byłem sam”.
I po raz pierwszy od siedmiu lat Paweł poczuł spokój. Góry nie były już miejscem bólu, ale pamięci. Wspomnienia, które żyło, ciepłe niczym mały płomyk, w jego sercu.
Niniejsze dzieło jest inspirowane prawdziwymi wydarzeniami i postaciami, ale zostało sfabularyzowane dla celów twórczych. Imiona, postacie i szczegóły zostały zmienione w celu ochrony prywatności i wzbogacenia narracji. Jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistych osób, żywych lub zmarłych, lub do rzeczywistych wydarzeń jest czysto przypadkowe i niezamierzone przez autora.
Autor i wydawca nie ponoszą odpowiedzialności za dokładność wydarzeń ani przedstawienie postaci i nie ponoszą odpowiedzialności za jakiekolwiek błędne interpretacje. Niniejsza historia jest udostępniana „tak jak jest”, a wszelkie wyrażone w niej opinie są opiniami bohaterów i nie odzwierciedlają poglądów autora ani wydawcy.