Węgierski rząd pod wodzą Viktora Orbana ruszył z kontrowersyjną kampanią polityczną, która już wywołuje burzę. Według dziennika „Nepszava”, do mieszkańców prowincjonalnych miejscowości trafiają gazetki wydawane przez prorządową firmę, w których dominuje jedno przesłanie: „opozycja i europejscy przywódcy chcą wciągnąć Węgry w wojnę”.
Pierwsze wydania trafiły do skrzynek pocztowych w mniejszych miejscowościach niedaleko Budapesztu. W gazetkach nie ma miejsca na niuanse – oskarżenia są bezpośrednie, emocjonalne i alarmistyczne. Opozycyjnej partii TISZA,
kierowanej przez Petera Magyara, zarzuca się planowanie przywrócenia obowiązkowego poboru. Hasła na pierwszych stronach to m.in. „Nie zabierajmy naszych dzieci na wojnę!”, „Czas pokoju się skończył” i „Europejscy przywódcy gotowi na konflikt”.
„Nepszava” podkreśla, że Fidesz – partia Orbana – wyraźnie zmienia przedwyborczą narrację i zaczyna grać lękiem przed wojną.
W obliczu zbliżających się wyborów parlamentarnych w 2026 roku, kampania oparta na poczuciu zagrożenia ma zmobilizować lojalny elektorat, zwłaszcza w wiejskich regionach, gdzie rządzący cieszą się największym poparciem.
Dziennikarze nie mają wątpliwości – strategia Fideszu to polityka strachu. Przekaz jest jasny: albo Orban i pokój, albo opozycja i wojna. Tymczasem eksperci ostrzegają, że taki rodzaj propagandy może jeszcze bardziej spolaryzować społeczeństwo i pogłębić podziały w kraju.