Podczas konferencji międzynarodowej w Warszawie, ambasador USA w Polsce, Thomas Rose, wygłosił przełomowe przemówienie, które odbiło się szerokim echem. Dyplomata jednoznacznie skrytykował wieloletnie próby przypisywania Polsce odpowiedzialności za zbrodnie, których nie popełniła. Jego zdaniem, przez dekady Polacy padali ofiarą „groteskowego fałszowania historii”.
Rose zaznaczył, że Polska była niesprawiedliwie obarczana „moralną skazą” za wydarzenia, które miały miejsce na jej terytorium, ale których nie była sprawcą. – To tak, jakby ofiarę zmuszać do przepraszania za czyny kata – powiedział. – Taki sposób postrzegania historii jest nie tylko fałszywy, ale i głęboko niemoralny.
Według ambasadora, te fałszywe narracje zatruwały relacje Polski z Izraelem, społecznością żydowską, a nawet ze Stanami Zjednoczonymi. Rose podkreślił, że nie można rozwiązywać problemu, który w rzeczywistości nie istnieje – bo Polska nie ponosi winy, którą jej przypisywano.
W swojej mowie ambasador nie pominął także postaci Donalda Trumpa. Stwierdził, że to właśnie Trump był prezydentem, który podjął realne działania przeciwko antysemityzmowi, rozszerzając ochronę prawną dla żydowskich studentów i tworząc specjalną grupę zadaniową w Departamencie Sprawiedliwości.
Na zakończenie dodał coś, co wywołało poruszenie: – Które państwo w Europie jest dziś najbezpieczniejsze dla Żydów? Polska.