Australią wstrząsnął krwawy zamach – w niedzielny wieczór przy słynnej plaży Bondi w Sydney doszło do brutalnej strzelaniny. Dwóch uzbrojonych napastników otworzyło ogień do uczestników imprezy z okazji żydowskiego święta Chanuka. W wyniku ataku zginęło co najmniej 12 osób, a 29 trafiło do szpitala. Jednego z napastników zastrzelono, drugi walczy o życie.
Policja uznała zdarzenie za akt terrorystyczny, wymierzony bezpośrednio w społeczność żydowską. Funkcjonariusze znaleźli przy plaży improwizowane ładunki wybuchowe, w tym jeden pod mostem, z którego strzelano do tłumu. Wciąż trwa śledztwo i możliwe jest, że w ataku brała udział trzecia osoba.
Na dramat zareagowały światowe władze. Szef MSZ Izraela zarzucił australijskim służbom zignorowanie wcześniejszych sygnałów ostrzegawczych. Prezydent Izraela apelował o walkę z rosnącym antysemityzmem, a przewodnicząca KE Ursula von der Leyen wyraziła solidarność z ofiarami.
Dane są alarmujące – liczba incydentów antysemickich w Australii wzrosła w ostatnim roku pięciokrotnie. Według ekspertów, napięcia społeczne narastały od dawna, a tragedia w Sydney może być punktem zwrotnym w debacie o bezpieczeństwie i polityce wobec mowy nienawiści.