Po zakończeniu naszej świątecznej imprezy wślizgnąłem się do szafy.

Wyszedłem z niej dopiero, gdy trzasnęły drzwi wejściowe, a ich kroki zaginęły w zaułku.

Stałem przez kilka sekund, opierając się o ścianę, oddychając głęboko. Kieliszek szampana wciąż drżał mi w dłoni. Odstawiłem go, nienaruszony, jakby to już nie miało znaczenia.

Tego wieczoru nic nie powiedziałem.

Uśmiechnąłem się, zebrałem talerze, zgasiłem światło. Gheorghe spojrzał na mnie uważnie, jakby sprawdzał, czy o czymś „zapomniałem”. Ja niczego nie zapomniałem. Wręcz przeciwnie.

Tej nocy nie spałem. Wyjąłem wszystkie dokumenty ze starej szuflady, tej pod obrusem. Umowy, tytuły własności, wyciągi bankowe. Dom na wsi był na moje nazwisko, zanim go poznałem. Ziemia pochodziła od mojego dziadka, który otrzymał ją po wojnie. Znałem każdą granicę, każdy kawałek papieru.

Rano zadzwoniłem do prawnika w mieście. Prosty człowiek, polecony przez sąsiada. Opowiedziałem mu wszystko. Wysłuchał mnie, nie przerywając.

— Pani Mario — powiedział mi spokojnie — to, co zrobili, jest nie tylko niemoralne. To przestępstwo.

Wtedy zrozumiałem, że nie jestem sam.

W kolejnych dniach odgrywałem rolę, której się spodziewali. „Zapomniałem” dodać soli do zupy. Dwa razy pytałem, jaki jest dzień. Pozwoliłem im myśleć, że ich plan działa.

W międzyczasie prawnik zażądał kopii wszystkich dokumentów podpisanych „w ciemno”. Niektóre miały sfałszowany mój podpis. Inne były niekompletne. Jeszcze inne były po prostu nieważne.

Robiłem to, co umiałem najlepiej.

Nagrywałem.

Każdą rozmowę. Każdą insynuację. Każdą chwilę Nicoleta mówiła do mnie jak dziecko. Za każdym razem, gdy Gheorghe „korygował” moje wspomnienia.

Nadszedł dzień badania.

W gabinecie lekarz uważnie mi się przyglądał. Odpowiedziałem na wszystkie jego pytania jasno. Powiedziałam mu datę, rok, nazwisko premiera, ile kosztuje chleb. Uśmiechnęłam się.

W końcu zamknął teczkę.

— Pani Mario, jest pani całkowicie przytomna.

Kiedy wyszłam, Radu był blady na twarzy.

Dwa tygodnie później zaprosiłam wszystkich do stołu. Jak za dawnych czasów.

Położyłam dokumenty na stole. Akta. Raport medyczny. Zawiadomienie od adwokata. Skargę.

Nicoleta zaczęła płakać. Gheorghe usiadł na krześle, jakby go uderzono. Radu nie mógł na mnie patrzeć.

— Myślałeś o pogrzebaniu mnie żywcem, powiedziałam spokojnie. Ale zapomniałeś o jednym. Ten dom mnie wychował. I nigdzie się nie wybieram.

W tym samym miesiącu złożyłam pozew o rozwód. Odzyskałam wszystko. Dom, ziemię, spokój.

Dzisiaj siedzę na ganku mojego wiejskiego domu z gorącą herbatą w dłoni. Mam sześćdziesiąt sześć lat. Nie jestem zagubiony. Nie jestem słaby.

I nikt już nie decyduje za mnie o moim życiu.

Leave a Comment