Najważniejsze informacje w skrócie:
- Marta Cienkowska opisała chaos, jaki zastała w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego
- Pochwaliła decyzję o powstaniu Muzeum Historii Polski, ale krytycznie oceniła sam proces budowy
- To performance polityczny – oceniła działanie Karola Nawrockiego związane z przekazaniem do MHP Okrągłego Stołu
Marta Cienkowska od lipca 2025 roku jest ministrą kultury i dziedzictwa narodowego. Wcześniej, od grudnia 2023 roku pełniła funkcję podsekretarza stanu w tym resorcie. W rozmowie z Michałem Nogasiem przyznała, że każdego dnia się zastanawia, po co jej była polityka. – Ja nie jestem politykiem, nie umiem być politykiem. Ja po prostu zawsze byłam człowiekiem od załatwiania spraw ważnych – wyjaśniła. Dodała, że jej umiejętnością jest zarządzanie. – Jeśli dostaje się szansę na to, żeby zmienić coś w obszarze, w którym pracuję od dłuższego czasu i mam realny wpływ na to, żeby naprawić część tego państwa i część sektora kultury, to w takich sytuacjach po prostu nie mówi się “nie” – tłumaczyła swoją motywację.
“Zastałam chaos”
– Muszę przyznać, że Ministerstwo Kultury w grudniu 2023 roku to był jeden wielki chaos – wróciła do początków w resorcie. Wyliczyła, że zastała chaos, brak transparentności, ogromną uznaniowość, jeśli chodzi o finansowanie kultury i prowadzenie instytucji kultury. – Naprawiamy to – zadeklarowała. – To nie jest proste, dlatego że tych zmian do realizacji, do wprowadzenia jest bardzo dużo. Nie spodziewałam się, że aż tak wiele, bo jednak to, co widzieliśmy z zewnątrz, w porównaniu z tym, co zobaczyliśmy w środku, to jest przepaść – oceniła. – Po dwóch miesiącach chciałam uciec z krzykiem – wspominała.
Cienkowska zwróciła uwagę, że od 2008 roku nie ma dokumentu strategicznego, jeśli chodzi o plany rozwoju sektora kultury. Ubolewała, że kultura była zawsze trochę traktowana przez polityków po macoszemu. – Ja bym chciała zmienić myślenie na temat sektora kultury, żebyśmy traktowali kulturę jako jedną z polityk publicznych, a nie jako segment wydarzeń – wyjaśniła. Wskazała, że Piotr Gliński “traktował kulturę bardzo instrumentalnie, jako swoje narzędzie polityczne, a nie brał jej na serio jako sektora, który potrzebuje jakiegoś planu”.
Marta Cienkowska gościnią Michała Nogasia (Rozmowa w Trójce)
36:06
Dodaj do playlisty
Okrągły Stół i Muzeum Historii Polski
Pytana, o coś, co poprzednikom w kulturze się udało, stwierdziła, że “mieli generalnie kilka dobrych pomysłów, tylko problem był z ich realizacją”. – Na przykład uważam, że Muzeum Historii Polski, które nadal jest w budowie – przypominam – to jest generalnie bardzo dobry koncept. My nie mamy takiego miejsca, które opowiada o pełnej, przekrojowej historii naszego kraju – powiedziała ministra.
Pytana o wysłanie przez Karola Nawrockiego Okrągłego Stołu z Pałacu Prezydenckiego do Muzeum Historii Polski, Marta Cienkowska zauważyła, że “ta historia ma przynajmniej kilkanaście lat”. – To z założenia miał być element wystawy stałej. Zrobiono z tego w tym momencie performance polityczny – wyjaśniła. Oceniła, że była to “jakaś polityczna zagrywka komunikacyjna”. – Wiem, że wcześniej były rozmowy na ten temat z panem prezydentem Dudą, z panem prezydentem Komorowskim wcześniej, no i teraz w końcu jesteśmy już na takim etapie budowy wystawy stałej, że możemy przyjąć Okrągły Stół do Muzeum Historii Polski – opisała historię przeniesienia.
Odnosząc się jeszcze do powstania MHP, ministra podkreśliła, że “nigdy nie był zaplanowany harmonogram tej inwestycji” i nie było planu “co ma być w którymś momencie zrealizowane”. Wskazała, że “my teraz rozwiązujemy problemy poprzedników związane z brakiem planowania, dobrego budżetowania, dobrego konstruowania umów”. – I rozmawiamy z wykonawcami, którzy byli w sporze prawnym z Ministerstwem Kultury przez wiele lat – dodała.
Wywracane listy rankingowe
W jej opinii poprzednie kierownictwo w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie szanowało artystów, a dowodem jest to, w jaki sposób przyznawane były dla nich pieniądze. Jak tłumaczyła w programach z dofinansowaniem “wywracane były listy rankingowe”.
– 30 proc. oceny wniosku o dofinansowanie stanowiła ocena gabinetu politycznego ministra – wskazała na narzędzie politycznego nacisku. – Ludzie byli po prostu zwyczajnie googlowani w internecie, kim oni są i czy można im dać pieniądze, czy nie. To jest straszne. Gdzie my tutaj możemy mówić o jakiejś wolności artystycznej? – pytała.
KPO dla kultury
Marta Cienkowska odniosła się też do zarzutów dotyczących KPO dla kultury, a związanych np. z niejasnymi zasadami przyznawania punktów. W efekcie duża grupa artystów miała nie dostać wsparcia, bo otrzymali zero punktów albo ich wnioski zostały odrzucone. – KPO dla kultury to nie tylko działania miękkie, ale także działania infrastrukturalne. My o tym zapominamy – zaznaczyła. Wyjaśniła, że działania miękkie to “wsparcie wydarzeń artystycznych, jeśli chodzi o sektor kultury, czy stypendia”. – W programie inwestycyjnym przekroczyliśmy dwukrotnie wskaźnik, zwiększyliśmy budżet – dodała, tłumacząc, że on “dotyczy termomodernizacji bibliotek i domów kultury w całej Polsce, głównie w mniejszych miejscowościach”. – Z 85 projektów, które mieliśmy do realizacji, zrobiliśmy ponad 160 – poinformowała. – Ta część KPO dla kultury to 200 proc. normy – podkreśliła.
– Działania miękkie podzielone są na granty i stypendia. W grantach 27 proc. wnioskodawców otrzymało dofinansowanie. To jest więcej niż w jakimkolwiek programie ministra – powiedziała Marta Cienkowska. Dodała, że w stypendiach to ok. 21-22 proc. Zauważyła, że programach ministra wskaźnik przyznawania dofinansowań jest dużo niższy niż w KPO. Odnosząc się do zarzutu o brak transparentności, ministra przypomniała, że po pierwszym naborze KPO było spotkanie ze środowiskiem i wszystkie wskazówki zostały wprowadzone do regulaminów. – Teraz w drugim naborze nagle się okazuje, że nasze organizacje czy też stypendyści część z nich nie dostaje finansowania, dostaje zero punktów. Dlaczego dostaje zero punktów? Bo popełnia błąd formalny – wyjaśniła. Wskazała, że 2,5 tysiąca wniosków o dofinansowanie miało błąd formalny w postaci braku załącznika. Przyznała, że błąd mogą popełnić też osoby oceniające wnioski. – Dlatego mieliśmy ten proces tak skonstruowany, żeby była też możliwość odwołania. Przy odwołaniach te wnioski oceniały zupełnie inne osoby – dodała.