Usiedliśmy w kuchni. Eli stał z zaciśniętymi pięściami. Trzęsłam się.
— Powiedz mu, Aida — powiedział.
Moja siostra otworzyła teczkę i wyjęła kilka kopii dokumentów.
— Florin cię nie zdradził, powiedział spokojnie. Oszukiwał cię finansowo przez piętnaście lat.
Czułam, że nogi mi się połamią.
— Co masz na myśli?
— Jego firma jest zarejestrowana na twoje nazwisko, ale dochody ciągle trafiały na ukryte konta. W lejach, początkowo w małych kwotach. Potem dziesiątki tysięcy. Inwestował, prał brudne pieniądze, wszystko ukrywał.
Zakryłam usta dłonią.
— A Madalina? Zapytałem.
— Wspólniczka. Wiedziała. Pomagała mu zarabiać na fałszywych umowach. Mam niezbite dowody.
Eli wziął głęboki oddech.
— W kościele opowiemy wszystko.
Ślub zaczął się jak w bajce. Muzyka, kwiaty, elegancko ubrani goście. Nikt niczego nie podejrzewał.
Kiedy ksiądz zapytał, czy są jakieś przeszkody na drodze do tego małżeństwa, Eli zrobił krok naprzód.
— Tak, są.
W kościele rozległ się szmer.
Florin zamarł. Twarz Madaliny zbladła.
Eli wyjął telefon i włączył projektor. Zdjęcia. Wiadomości. Przelewy bankowe. Pocałunki uchwycone w hotelach w Braszowie i Mamai.
Fala szeptów, potem krzyki.
— Mój ojciec i moja narzeczona są w związku od miesięcy — powiedział Eli. Ale to nie wszystko. Okłamali mnie. Okradli moją matkę. Popełnili przestępstwa.
Florin próbował się zbliżyć.
— Stój! To kłamstwo!
Aida uniosła rękę.
— Policja już jedzie.
W ciągu kilku minut kościół wypełnił się syrenami. Florina i Mădălinę zabrała policja na oczach wszystkich.
Zostałam na ławce, płacząc. Ale nie z bólu. Z powodu wyzwolenia.
Kilka miesięcy później wszystko się skończyło. Moje rachunki zostały zwrócone. Dom pozostał mój. Florin został skazany. Mădălina straciła prawo do składania ślubów.
Eli przyszedł do mnie pewnego wieczoru i przytulił mnie.
— Byłaś silniejsza, niż myślałaś, mamo.
Uśmiechnęłam się.
Po raz pierwszy od wielu lat naprawdę byłam.