Florica długo na mnie patrzyła, jakby zastanawiała się, czy zasługuję na natychmiastową strofę.
— Przyszłam cię odwiedzić, oczywiście — powiedziała. Żeby złożyć ci życzenia urodzinowe. I zobaczyć, co robisz. Bo nie odbierałaś telefonu.
— Spałam — powiedziałam po prostu.
— O tej porze? — wtrąciła się nieznajoma, szeroko otwierając oczy. Byłam już na targu o dziewiątej!
Wzięłam głęboki oddech. W powietrzu unosił się zapach majonezu, wina i starych nerwów.
— Raluca, pozwól, że przedstawię ci ciocię Marianę, moją sąsiadkę z drugiego piętra — powiedziała Florica. — Zabrałam ją ze sobą, bo ciągle tu przychodziłam.
Oczywiście. Nigdy nie przychodziła sama.
— Zachwycona — mruknęłam, choć wcale nie byłam.
Ciocia Mariana podeszła do zlewu i pokręciła głową.
— Mamo, mamo… gdyby mój mąż coś takiego zobaczył…
— Mihai! — krzyknęła Florica w stronę sypialni. Wstawaj, mamo, nie jesteś w hotelu!
Z sypialni nic nie było słychać.
Potem Florica zwróciła się do mnie.
— Czy to jest życie? Myślisz, że tak się prowadzi dom? Spójrz, w jakim stanie żyjesz!
Czułam, jak coś we mnie wrze. Nie ze zmęczenia. Nie z kaca. Ale od lat, które piłam.
— Florico, dziś pierwszy dzień roku — powiedziałam powoli. Mieliśmy gości. Czuliśmy się dobrze. Damy radę.
— Dam radę, dam radę… — prychnęła. Same obietnice.
Ciocia Mariana skinęła głową z aprobatą, jak sędzia.
Wtedy stało się coś dziwnego. Nie czułam już strachu. Ani wstydu.
Tylko spokój.
— Florico — powiedziałam, patrząc jej prosto w oczy. To mój dom. Moje i Mihaia. A w tym domu, 1 stycznia, mamy prawo spać. Mamy prawo jeść sałatkę z wołowiny z brudnych talerzy. Mamy prawo brudzić.
Została z otwartymi ustami.
— Jak cię na to stać? — wyszeptała.
— Bardzo proste — ciągnęłam. Bo płacimy czynsz, rachunki, raty. Bo pracujemy. Bo cię nie zaprosiłam.
Ciocia Mariana cofnęła się o krok.
— Ja… Ja tylko przyszłam z wizytą…
— Wizyta to zaproszenie — powiedziałam spokojnie.
Twarz Floriki poczerwieniała.
— Więc nas wyrzucasz?
— Nie. Proszę, wyjdź — poprawiłam.
W tym momencie w drzwiach pojawił się Mihai, rozczochrany, z małymi oczami.
— Mamo, co się dzieje?
— Twoja żona nas wyrzuca! — wybuchnęła Florica.
Mihai spojrzał na mnie. Potem na zlew. Potem na zegar.
— Mamo… trochę za wcześnie.
Cisza.
Florica zebrała płaszcz.
— Chodź, Mariano — powiedziała chłodno. — Wygląda na to, że nie jesteśmy już mile widziani.
Wyszli. Drzwi się zamknęły.
W kuchni panowała cisza.
Mihai wziął mnie w ramiona.
— Byłaś odważna.
Uśmiechnęłam się. Na zewnątrz lekko padał śnieg. Właśnie zaczynał się nowy rok. I po raz pierwszy poczułam, że jestem dokładnie tam, gdzie powinnam być.