Po odłożeniu słuchawki jej ręka lekko drżała. Przez kilka sekund stała nieruchomo, wpatrując się bezmyślnie i wsłuchując się w ciszę panującą w studiu. Potem Mihăiță podeszła do niej, trzymając króliczka w ramionach.
– Mamo, dlaczego płaczesz?
Cătălina przytuliła go do piersi i pocałowała w główkę.
– Nie płaczę, kochanie… Po prostu trochę odpoczywam.
Ale wiedziała, że to nie tylko zmęczenie. To początek nowego życia.
Pierwsze dni były ciężkie. Bardzo ciężkie.
Rano budziła się przed Mihăiță, robiła sobie kawę w czajniku i siadała na brzegu łóżka przez kilka minut, patrząc na puste ściany. Żadnych mebli, żadnych zasłon, żadnego „domu” w tym sensie, w jakim był wcześniej.
Ale panowała cisza.
I ta cisza, choć początkowo przytłaczająca, nie zawierała już żadnych wyrzutów.
Nie miała już wyrachowania.
Nie zaciągała już długów.
W pracy koledzy zauważyli zmianę. Była spokojniejsza, ale i bardziej zdeterminowana. Nie godziła się już na wszystko, nie milczała już odruchowo.
Po tygodniu dostała wiadomość od Radu:
„Pozywam cię. Nie mów, że ci nie mówiłam”.
Cătălina przeczytała wiadomość dwa razy. Potem się rozłączyła.
Już się nie bała.
W dniu rozprawy miała na sobie prostą, granatową sukienkę i włosy związane w kok. Nie chciała nikomu imponować. Chciała po prostu być szczera.
Radu przyszedł w garniturze, pewny siebie, z teczką w ręku. Krótkie spojrzenie – zimne, wyrachowane.
Na sali sądowej wszystko wydawało się małe i zimne.
Sędzia najpierw wysłuchał prośby Radu. Stół, kwoty, „inwestycja” w rodzinę.
Potem przyszła kolej na Cătălinę.
Jej głos początkowo drżał, ale tylko przez chwilę.
„Nie pożyczałam pieniędzy” – powiedziała. „Byłam matką. Wychowałam nasze dziecko. Nie spałam całą noc, chodziłam do lekarza, dbałam o dom. To nie jest dług. To rodzina”.
Na sali zapadła cisza.
Sędzia zadał kilka pytań, a następnie zamknął sprawę.
Wyrok zapadł kilka dni później.
Wniosek Radu został odrzucony.
W zamian został zobowiązany do płacenia alimentów na Mihăițę.
Kiedy Cătălina przeczytała gazetę, nie uśmiechnęła się. Nie podskoczyła z radości.
Po prostu poczuła… spokój.
Głęboki, czysty spokój.
Wieczorem, w pracowni, Mihăiță rysował przy swoim małym stoliku.
– Mamo, patrz! My dwoje!
Cătălina podeszła bliżej i pochyliła się nad nim.
Na kartce widniały dwie figurki trzymające się za ręce. Nad nimi wielkie słońce.
– Jakie piękne, kochanie.
– Jesteśmy szczęśliwi, prawda?
Na chwilę zamknęła oczy.
– Tak. Jesteśmy.
I po raz pierwszy od dawna naprawdę poczuła, że to prawda.