Przez pierwsze kilka dni Chloe spała niemal bez przerwy. Znieczulenie i środki przeciwbólowe utrzymywały ją w stanie otępienia, a ja byłam przy niej za każdym razem, gdy otwierała oczy. Mówiłam do niej cicho. Pocieszałam ją. Zapewniałam, że wszystko idzie idealnie.
„Odwrócisz go” – powiedziałam. „Zobaczy cię i nie będzie wiedział, co go uderzyło”.
Uśmiechnęła się, usta miała wciąż opuchnięte, przekonana, że jej marzenie nabiera kształtów.
Szóstego dnia zaczęła się niecierpliwić.
„Kiedy będę mogła się zobaczyć?”
„Wkrótce” – odpowiedziałam. „Skóra musi być cierpliwa. Prawdziwe piękno się nie spieszy”.
Dziesiątego dnia dostałam SMS-a od Radu.
Tęsknię za tobą. Wrócę dziś późno do domu.
Przeczytałam go dwa razy. Nie zadzwoniłam. Odłożyłam telefon i poszłam do kliniki.
Dzień prawdy nadszedł czternastego ranka. Chloe siedziała na skraju łóżka, z dłońmi splecionymi na kolanach. Trzęsła się z emocji.
Przysunęłam krzesło przed nią i skinęłam na pielęgniarkę.
Powoli odwiązywano bandaże. Warstwa po warstwie. Kiedy ostatni odpadał, podałam jej lusterko.
Spojrzała.
Jej uśmiech zniknął. Jej oczy się rozszerzyły. Twarz zbladła.
„Nie… to niemożliwe” – wyszeptała.
Patrzyła na mnie. Na prawdę.
„Wyglądam… jak ona”.
Zdjęłam maskę. Po raz pierwszy.
„Nie” – powiedziałam spokojnie. „Wyglądasz jak ja”.
Krzyknęła. Krótki, urywany krzyk, pełen przerażenia. Próbowała wstać, ale nogi odmówiły jej posłuszeństwa.
„Mówiłeś, że uczynisz mnie piękną!”
„Uczyniłam cię dokładnie taką, jak prosiłaś” – odpowiedziałam. „Lepsza od niej. Masz jej życie. Jej twarz. Wszystko, czym gardziłeś”.
Tego samego dnia Radu przyszedł do kliniki. Niecierpliwy. Podekscytowany. Przekonany, że zobaczy, jak jego kochanka zamienia się w trofeum.
Kiedy wszedł do gabinetu, zatrzymał się, jakby uderzył w ścianę.
„…Ana?” – wyjąkał.
Chloe zaczęła płakać.
„Nie jestem nią! Nie jestem twoją żoną! To ja!”
Radu spojrzał na nią, a potem na mnie. Zrozumiał w ciągu kilku sekund. Uklęknął. Próbował wziąć mnie za rękę.
„Proszę…”
„Nie” – powiedziałam po prostu.
W tym samym tygodniu złożyłam pozew o rozwód. Dom. Dzieci. Rachunki. Wszystko było udokumentowane. Jego karta. Wizyta. Podpis.
Chloe zniknęła z jego życia tak szybko, jak się pojawiła. Twarz taka jak moja nie była już snem. Była wspomnieniem.
Obcięłam włosy. Zmieniłam fryzurę. Zaczęłam od nowa.
I po raz pierwszy od lat, patrząc w lustro, uśmiechnęłam się.
Nie dlatego, że byłam ładniejsza.
Ale dlatego, że byłam wolna.