Polityczne trzęsienie ziemi na Węgrzech dopiero się zaczyna. Péter Magyar, który szykuje się do objęcia stanowiska premiera, zapowiada decyzję bez precedensu – całkowite wstrzymanie emisji programów informacyjnych w państwowych mediach.
Nowy lider nie owija w bawełnę. Jego zdaniem publiczne stacje przez lata stały się narzędziem propagandy, dlatego pierwszym krokiem ma być… „cisza w eterze”. Nadawanie wiadomości ma zostać zawieszone do czasu, aż powstanie nowy system gwarantujący bezstronność przekazu.
Jak podkreśla Magyar, chodzi o gruntowny reset, a nie kosmetyczne zmiany. Po latach rządów Viktor Orbán media – według niego – utraciły swoją niezależność i wymagają całkowitej przebudowy.
Za tak radykalnymi planami stoi silny mandat polityczny. Partia TISZA zdobyła większość konstytucyjną, co otwiera drogę do błyskawicznego wprowadzania reform – również tych najgłębszych, obejmujących prawo i konstytucję. Magyar zapowiada odbudowę demokracji i zdecydowaną walkę z korupcją.
Nie bez znaczenia są też raporty międzynarodowych organizacji, w tym International Press Institute, które wskazują, że węgierski rynek medialny należy do najbardziej upolitycznionych w całej Unii Europejskiej. Według analiz, ogromna część mediów była kontrolowana przez państwo lub powiązane z nim środowiska.
Reforma ma więc przywrócić pluralizm i wiarygodność informacji. Ale to nie wszystko – zmiany obejmą także instytucje oskarżane o naciski na dziennikarzy. Human Rights Watch apeluje o likwidację mechanizmów, które miały być wykorzystywane do nękania krytycznych wobec władzy redakcji i organizacji.
Nowy rząd zapowiada szybkie działania także w tym obszarze, podkreślając, że bez wolnych mediów nie ma mowy o prawdziwej demokracji.
Jedno jest pewne – Węgry stoją u progu medialnej rewolucji, jakiej w Europie dawno nie widziano.