“NIKT NIE BYŁ W STANIE TEGO NAPRAWIĆ OD 10 LAT!”

Zamknąłem oczy na sekundę.

Zignorowałem śmiech, dzwoniące telefony, szepty. Dla mnie nie zostało nic poza tym silnikiem.

Czułem go.

Nie brzmiał martwo. Brzmiał jakby się dusił.

Powoli odłączyłem jeden wąż, potem drugi. Zapach potwierdził moje podejrzenia. To nie była elektryka. To było powietrze. Silnik nie oddychał prawidłowo.

„Dwie minuty” – krzyknął ktoś.

Poprosiłem o śrubokręt. Mechanik ironicznie rzucił mi nim w twarz. Otworzyłem obudowę filtra powietrza. W środku… stare mysie gniazdo, brud, gruz. Ktoś wymienił czujniki, komputery, pompy… ale nikt nie przyjrzał się tym prostym rzeczom.

„Cholera…” – mruknąłem.

Szybko wyczyściłem go ręcznie, szmatką. Włożyłem z powrotem na miejsce.

„Chwila!”

Wsiadłem do kabiny. Fotel zaskrzypiał. Włączyłem zapłon.

Cisza.

Odczekałem jeszcze dwie sekundy. Nacisnąłem ponownie.

Silnik zakasłał. Raz.

Za drugim razem Kolos ożył.

Głęboki ryk wypełnił salę. Wibracje przeszły przez podłogę, przez ludzi, przez telefony.

Zapadła cisza.

A potem chaos.

— ZACZĘŁO SIĘ!

— O mój Boże…

— To się nie uda!

Powoli wysiadłem z taksówki. Trzęsły mi się ręce.

Pan Ardelean zbladł na twarzy.

— Co pan zrobił? — zapytał niemal szeptem.

— Pozwoliłem mu odetchnąć — odpowiedziałem.

Długo na mnie patrzył. Potem wyciągnął rękę.

— Zaczynasz jutro. Dobra pensja. Książeczka pracy. Ubezpieczenie.

Skinąłem głową. Nie mogłem mówić.

Tej nocy wróciłem do domu z pierwszą zaliczką w kieszeni. Kupiłem inhalator dla Aliny. I dużą pizzę, bo nie jedliśmy od miesięcy.

Kiedy zapytała mnie, co się dzieje w pracy, odpowiedziałem po prostu:

— Tata słuchał silnika.

I po raz pierwszy od dawna poczułem, że życie powoli zaczyna się od nowa.

Leave a Comment