…nie rozumiesz.
Jego głos drżał. Nie był już tym pewnym siebie mężczyzną, który mówił do mnie z góry, kiedy pomyliłam się w rachunku za utrzymanie. Był przestraszonym człowiekiem.
Usiadłam spokojnie na brzegu łóżka.
— To mi wyjaśnij. Kim jest Loredana?
Przełknął ślinę.
— To moja instruktorka tańca.
Wybuchnęłam krótkim, gorzkim śmiechem.
— Jasne. Ja też jestem Miss Rumunii.
— Nie, Eleno. Słowo daję.
Wstał powoli, wciąż oszołomiony.
— Chodzę na lekcje tańca od roku. Tango. Salsa. Co przeczytałaś w wiadomości… „nowe ruchy”… odnosi się do kroków. Do choreografii.
Wpatrywałam się w niego.
— A ten zrujnowany budynek?
— To ich sala. Wynajęli dawny dom kultury. Z zewnątrz wygląda żałośnie, ale w środku to sala luster.
Poczułam, jak coś we mnie zaczyna drżeć.
— I dlaczego, proszę, tak tajemniczo?
Spojrzał na mnie jak dziecko przyłapane na nieodrobieniu pracy domowej.
— Bo chciałam ci zrobić niespodziankę.
Cisza.
— Co masz na myśli?
Wskazał na pudełko.
— Otwórz je sama.
Przygryzłam wargę i uniosłam wieczko.
W środku była czerwona sukienka. Prosta, elegancka. Dokładnie w moim guście. I koperta.
Wyjęłam kopertę. Paragon.
„Zaliczka na salę bankietową – Restauracja La Stejarul, 4500 lei”.
Pod spodem wydrukowana kartka:
„Przyjęcie niespodzianka – 20 lat małżeństwa. Potwierdzeni goście: Ana i Vlad, rodzina Ionescu, rodzina Popa…”
Kolana mi zmiękły.
— Co… co to jest?
— Chciałam ci zrobić niespodziankę. 14 lutego mija dokładnie 20 lat, odkąd trzymałaś mnie za rękę w urzędzie stanu cywilnego. Nauczyłam się dla ciebie tańczyć. Otwórzmy przyjęcie tangiem. Jak w tych starych filmach, które lubisz.
Poczułam ucisk w gardle.
— A te wiadomości z serduszkami?
Westchnęła.
— Tak pisze do wszystkich studentów. To bardziej… teatralne.
Usiadłam z zapartym tchem.
— A kawa…?
Długo na mnie patrzyła.
— Dosypałaś do niej czegoś?
Spojrzałam na niego po raz pierwszy tego ranka.
— Po prostu skocz.
Mrugnął.
— Skocz?
Skinęłam głową.
— Chciałam, żebyś się przestraszyła. Żebyś poczuła choć trochę tego, co ja czułam, czytając tę wiadomość.
Zamilkł. Potem zaczął się śmiać. Powoli. Z ulgą.
— Boże, Eleno… Myślałam, że mnie otrułaś.
— Bez przesady — powiedziałam mu, ale głos mi drżał.
Patrzyliśmy na siebie przez kilka sekund, które wydawały się godzinami.
Potem podszedł bliżej i wziął mnie za ręce.
— Gdybyś mnie zapytała, powiedziałabym ci. Ale chciałam, żeby było idealnie.
Łzy spływały mi po twarzy, nie mogąc ich powstrzymać.
— Też mogłabym zapytać — wyszeptałam. Ale wolałam wierzyć w najgorsze.
Trzymaliśmy się w ramionach przez długi czas.
Bez wyrzutów.
Bez dumy.
Później tego wieczoru włożyłam czerwoną sukienkę.
W „La Stejarul”, gdy zaczęła grać muzyka, Mihai delikatnie pociągnął mnie na środek sali. Moja rodzina i przyjaciele patrzyli na nas z uśmiechem.
— Ufasz mi? — zapytał.
Skinęłam głową.
Pierwsze kroki były niezręczne.
Potem dałam się ponieść.
Mała sala w zwyczajnej dzielnicy Pitești na kilka minut zamieniła się w opowieść.
Na koniec wszyscy bili brawo.
I zrozumiałem coś prostego.
Czasami to nie zdrada nas łamie.
A strach.
A jeśli masz odwagę zapytać, zanim uderzysz, możesz uratować 20 lat w jeden poranek.
A kawa… od tamtej pory pijemy ją bez soli.