Tylne siedzenie było wygodne. Zbyt wygodne. Prawdę mówiąc, zdecydowanie zbyt luksusowe jak na zwykłego Bolta. Ale była zbyt zmęczona, żeby zadawać sobie jakiekolwiek pytania. Zamknęła na chwilę oczy…
Obudził się, słysząc wesoły, męski głos.
— Czy zazwyczaj wsiadasz do cudzych samochodów, czy to ja mam dziś szczęście?
Elena otworzyła oczy.
Obok niej stał mężczyzna.
Drogi garnitur, twarz godna okładki magazynu, ciemnobrązowe włosy ułożone w niedbały sposób i lekko ironiczny uśmiech w kąciku ust. Zdecydowanie nie był kierowcą aplikacji.
Gdy rozejrzał się dookoła, zauważył wbudowany minibar.
Mini-bar.
Kto ma minibar w swoim samochodzie?
„A chrapałeś przez jakieś dwadzieścia minut” – dodał.
W tym momencie chciał zniknąć.
Odkrycie i propozycja małżeństwa
Wsiadłeś do złego samochodu… i ten błąd zmienił twoje życie.
Powinienem był sprawdzić numer. To mnie wciąż prześladuje. Powinienem był spojrzeć na numer, zanim wszedłem na górę.
Ale moje oczy płonęły ze zmęczenia. Myślami byłem gdzie indziej.
Dwie zmiany w stołówce, trzy egzaminy z administracji biznesowej, cztery godziny snu w ciągu dwóch dni. Byłem na autopilocie, podtrzymywany przy życiu przez ambicję i litry taniej kawy z automatu.
Kiedy o godzinie 23:00 zobaczyłem czarny samochód przed biblioteką, pomyślałem, że to mój Bolt.
Był czarny. Zaparkowany. Miałem dość.
Otworzyłem tylne drzwi i wsiadłem do środka, jakbym dopiero co wrócił do domu.
Fotel był niewiarygodnie miękki. Zbyt miękki. Zbyt luksusowy.
Ale mój zmęczony umysł nie zauważył sygnału alarmowego.
Pozwoliłam się wciągnąć w tę delikatną skórę, zamknęłam oczy na sekundę…
Od tygodni nie spałem tak dobrze.
Głęboko. Żadnych marzeń. Żadnych zmartwień.
Aż głęboki, rozbawiony głos przerwał moje milczenie:
— Czy często wsiadam do cudzych samochodów, czy jestem kimś wyjątkowym?
Nagle otworzyłem oczy. Ogarnęła mnie panika, gdy uświadomiłem sobie, że nie jestem sam.
Obok mnie stał mężczyzna.
Czułam ciepło jego ciała. Zapach drogich perfum – prawdopodobnie droższych niż mój czynsz za kawalerkę w Militari.
Miał na sobie szyty na miarę garnitur w ciemnym odcieniu. Jego włosy były ułożone w kontrolowany nieład, na jaki stać było tylko bogatych mężczyzn.
A jego twarz…
O mój Boże.
Wyraźnie zarysowana szczęka. Ciemne oczy przyglądały mi się z ciekawością i rozbawieniem. Ironiczny uśmiech, który mnie irytował… i jednocześnie rozbrajał.
„Ja… myślałam, że to zamówiony samochód” – wyjąkałam. „Przepraszam”.
Lekko przechylił głowę.
„Technicznie rzecz biorąc, właśnie to zrobiłeś. I chrapałeś przez dwadzieścia minut.”
— Nie chrap.
„Tak, tak. Trochę. Było… zaskakująco miło.”
Rozejrzałem się uważniej.
Nie był to tylko luksus.
To było absurdalne.
Wbudowany minibar. Ekran dotykowy. Wykończenia z litego drewna.
— Nie jesteś kierowcą aplikacji…
– Zupełnie nie.
Usiadł wygodniej.
— Jestem Gabriel Ionescu. A to mój samochód. Który „zarekwirowałeś” na drzemkę.
Wtedy ta nazwa nic mi nie mówiła. Ale sposób, w jaki to powiedział, sugerował, że powinna.
Samochód, garnitur, pewność w głosie – wszystko to mówiło to samo:
To nie był zwykły człowiek.
To był ktoś ważny.
Bardzo bogaty.
„Przepraszam, serio. Pracowałem cały dzień, uczyłem się całą noc, czekałem na samochód i… zaraz wychodzę.”
Gdy położyłem rękę na klamce, zapytał mnie:
„Jest prawie północ. Gdzie mieszkasz?”
— To nie twoja sprawa.
Zaśmiał się cicho.
„Biorąc pod uwagę, że spałeś w moim samochodzie, myślę, że mam prawo dopilnować, żebyś wrócił do domu cały i zdrowy. Mogę cię podwieźć.”
— Nie potrzebuję litości.
„To nie litość” – powiedział, pochylając się lekko w moją stronę. „To zdrowy rozsądek”.
Powinienem był odmówić.
Ale byłem załamany. A pomysł samotnego spaceru o tej porze wcale nie brzmiał dobrze.
„Dobrze. Ale jeśli okaże się, że jesteś seryjnym mordercą, będę zły”.
Uśmiechnął się.
– Notatka.
Lekko zapukał w okno oddzielające nas od kierowcy.
— Mihai, wychodzimy.
Samochód ruszył płynnie, niemal bezszelestnie, sunąc wzdłuż bulwarów Bukaresztu.
„Dlaczego jesteś taki wyczerpany?” zapytał mnie.
Zwykle nie opowiadam historii swojego życia nieznajomemu. Ale on wydawał się autentycznie ciekawy, a nie arogancki.
„Studia stacjonarne. Dwie prace. Jeśli mam szczęście, śpię cztery, pięć godzin”.
— To nie jest zrównoważone.
— Życie nie jest dla każdego takie samo.
„Prawda. Ale nie musisz też niszczyć siebie.”
Poruszyło mnie to bardziej niż powinno.

Dalsza część historii w pierwszym komentarzu pod obrazkiem
