Kilkunastu asesorów sądów administracyjnych od wielu miesięcy czeka na zakończenie procedury nominacyjnej.
Ich sprawy utknęły na etapie wymagającym podpisu premiera Donalda Tuska.
Część z tych osób została wcześniej powołana jeszcze przez prezydenta Andrzeja Dudę.
Mimo to formalnie nie mogą objąć stanowisk, ponieważ brakuje kontrasygnaty szefa rządu.
Sprawa zaczyna mieć coraz większe znaczenie prawne i polityczne.
Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, problem dotyczy grupy kilkunastu asesorów sądów administracyjnych.
To osoby, które przeszły procedurę powołania, ale ich nominacje nie zostały ostatecznie domknięte.
Kluczowym elementem jest podpis premiera.
Bez niego cała procedura pozostaje zawieszona.
Według ustaleń dziennika powodem braku kontrasygnaty mają być wątpliwości dotyczące rekomendacji wydanych przez Krajową Radę Sądownictwa.
Chodzi o KRS w obecnym, kwestionowanym składzie.
To właśnie status tej instytucji od lat jest jednym z najważniejszych punktów sporu o praworządność w Polsce.
Rząd ma uważać, że osoby rekomendowane przez tak ukształtowaną Radę nie powinny być automatycznie obejmowane dalszą procedurą nominacyjną.
W praktyce oznacza to jednak wielomiesięczną niepewność dla samych asesorów.
Niektórzy z nich otrzymali już akty powołania od prezydenta.
Mimo to nie mogą rozpocząć pracy na stanowiskach, na które zostali wskazani.
Brak podpisu premiera trwa już kilkanaście miesięcy.
Sytuacja stała się na tyle poważna, że jeden z asesorów zdecydował się na kroki prawne.
Złożył skargę na bezczynność szefa rządu do sądu administracyjnego.
To oznacza próbę wymuszenia oceny, czy premier może tak długo wstrzymywać decyzję bez formalnego rozstrzygnięcia.
Kancelaria Prezesa Rady Ministrów prezentuje jednak odmienne stanowisko.
Twierdzi, że ani akt powołania, ani kontrasygnata nie powinny być kontrolowane w trybie administracyjnym.
W praktyce KPRM domaga się odrzucenia skargi.
To stanowisko otwiera kolejny spór.
Chodzi o pytanie, czy osoba czekająca na nominację ma prawo do sądowej kontroli bezczynności władzy.
Sprawa nabiera dodatkowego znaczenia w kontekście orzecznictwa międzynarodowego.
W maju zapadł wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka dotyczący odmowy powołania sędziego.
Trybunał podkreślił w nim, że decyzje w sprawach nominacji sędziowskich powinny podlegać skutecznej kontroli sądowej.
Ten argument może mieć duże znaczenie dla dalszego biegu sprawy asesorów.
Może bowiem stać w sprzeczności z podejściem Kancelarii Premiera, która kwestionuje możliwość badania takich decyzji przez sąd administracyjny.
Cała sprawa pokazuje, jak skomplikowany stał się dziś proces nominacji w wymiarze sprawiedliwości.
Nie chodzi już tylko o konkretne osoby czekające na stanowiska.
Chodzi także o ocenę legalności rekomendacji, rolę KRS, kompetencje prezydenta, obowiązki premiera i standardy europejskie.
Dla asesorów oznacza to realne zawieszenie ich kariery zawodowej.
Dla państwa jest to kolejny spór o to, jak naprawiać system sądownictwa bez tworzenia nowych problemów prawnych.
Rząd argumentuje, że musi reagować na wątpliwości dotyczące KRS.
Osoby czekające na nominacje mogą jednak wskazywać, że nie powinny ponosić konsekwencji polityczno-prawnego konfliktu między instytucjami.
Najbliższe rozstrzygnięcia sądowe mogą więc mieć znaczenie wykraczające poza pojedynczą sprawę.
Mogą pokazać, czy brak kontrasygnaty premiera można skutecznie zaskarżyć.
Mogą także wpłynąć na kolejne podobne przypadki w przyszłości.
Na razie kilkunastu asesorów nadal czeka na decyzję, a spór wokół ich nominacji staje się kolejnym elementem szerokiej debaty o praworządności w Polsce.