Autobus wtaczał się powoli w ciemność nocnej drogi, a ja czułam, że każda sekunda rozciąga się w nieskończoność.
Alex opuścił daszek czapki niżej i wbił wzrok w przednią szybę.
— Jeśli teraz zaczniesz krzyczeć albo wyjdziesz z autobusu, znajdą mnie, zanim zdążę ci wszystko wyjaśnić.
Nie byłam w stanie złapać oddechu.
Drżące dłonie ledwo utrzymywały telefon, jakby zaraz miał wypaść na podłogę.
— Ty… ty nie żyjesz.
— Nie. Ale ktoś musiał sprawić, żeby wszyscy tak myśleli.
Przeszył mnie zimny dreszcz.
Wokół nas pasażerowie spokojnie słuchali muzyki albo spali, nieświadomi tego, że mój świat rozpada się po raz drugi w ciągu tygodnia.
Patrzyłam na niego uważnie.
Ta sama drobna blizna przy brodzie.
Te same oczy.
Ten sam głos.
To nie mogło być złudzenie.
— Wyjaśnij mi to teraz — wyszeptałam przez zaciśnięte zęby. — Natychmiast.
Zamknął oczy na chwilę, jakby zbierał resztki sił.
Wyglądał na wyczerpanego.
Starszego, niż go pamiętałam.
— Moje prawdziwe nazwisko nie brzmi Alex Marinescu.
Zamarłam.
— Co?
— Moja rodzina posiada duże firmy w Bukareszcie i Klużu. Mój ojciec od lat jest uwikłany w brudne interesy. Pranie pieniędzy, fałszywe kontrakty, kupieni ludzie.
Słuchałam w milczeniu, nie mrugając.
— A ja… co mam z tym wspólnego?
— Dwa lata temu znalazłem dokumenty. Dowody. Chciałem iść z nimi na policję.
Nagle zaczęłam rozumieć wszystkie jego milczenia.
Unikanie rozmów o rodzinie.
Brak zdjęć w sieci.
Zmianę tematu za każdym razem, gdy ktoś pytał o przeszłość.
— Twój kuzyn o tym wiedział?
Kiwnął głową powoli.
— Pomógł mi zniknąć.
Wybuchnęłam:
— Zniknąć?! Ja cię opłakiwałam!
Kilka osób w autobusie odwróciło głowy. Alex ścisnął lekko moją dłoń.
— Ciszej.
Natychmiast ją wyrwałam.
— Nie dotykaj mnie!
Ból zamienił się w gniew w ułamku sekundy.
— Patrzyłam, jak mnie zostawiasz przy grobie, i to wszystko było kłamstwem?!
Miał zaczerwienione oczy.
— Nie powinnaś była być w to wciągnięta.
— Za późno na takie słowa!
Zapadła cisza.
Po chwili powiedział cicho:
— W dniu ślubu ktoś próbował mnie zabić.
Zamarłam.
— Co?
Autobus wjechał w dziurę, a całe moje ciało drgnęło.
Alex rozejrzał się szybko po pasażerach, zanim mówił dalej.
— Ratownik i lekarz zostali opłaceni. Stwierdzili zgon zanim trafiłem do szpitala. Wszystko było zaplanowane.
— Kto?
Jego twarz stwardniała.
— Mój ojciec.
Poczułam lodowaty ucisk w żołądku.
— Dlaczego miałby to zrobić?
Zaśmiał się gorzko.
— Bo miałem kopie dokumentów. I bo planowałem uciec z tobą po ślubie.
W mojej pamięci nagle pojawił się obraz sprzed dwóch dni przed ceremonią — on w garażu, nerwowo rozmawiający przez telefon. Gdy mnie zauważył, natychmiast się rozłączył i uśmiechnął sztucznie.
Wtedy myślałam, że to stres.
— Kto więc został pochowany? — zapytałam cicho.
Alex spuścił wzrok.
— Człowiek bez rodziny. Wszystko mieli przygotowane.
Nagle zrobiło mi się niedobrze.
Cały ślub.
Kwiaty.
Trumna.
Moja rozpacz.
To wszystko było przedstawieniem.
— Dlaczego mi to mówisz dopiero teraz?
Sięgnął do kurtki i wyjął mały pendrive.
— Bo nie mam już czasu uciekać sam.
Nie dotknęłam go.
— Co tam jest?
— Dowody przeciwko nim.
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy.
W końcu zadałam pytanie, które paliło mnie od środka:
— Czy ty mnie kiedykolwiek naprawdę kochałeś?
Odwrócił się do mnie po raz pierwszy od chwili, gdy wszedł do autobusu.
W jego oczach zobaczyłam wszystko naraz.
Winę.
Ból.
I coś, czego nie dało się udawać.
— Ty byłaś jedyną prawdziwą rzeczą w moim życiu.
Łzy napłynęły mi do oczu.
Bo właśnie to czyniło wszystko jeszcze bardziej bolesnym.
Autobus zwolnił na małej stacji.
Alex natychmiast się napiął.
Na peronie stało dwóch mężczyzn w ciemnych kurtkach, obserwując uważnie pojazd.
— Przyszli po mnie — szepnął.
Serce zaczęło mi walić.
— Co teraz?
Spojrzał na mnie długo.
— Albo wysiadasz i zapominasz, że mnie widziałaś… albo idziesz ze mną i twoje życie już nigdy nie będzie takie samo.
Drzwi autobusu otworzyły się z sykiem.
Mężczyźni podnieśli głowy.
Alex zacisnął szczękę.
A ja zrozumiałam, że mam tylko kilka sekund, by wybrać między przeszłością, która i tak już się rozpadła… a prawdą, która mogła nas zniszczyć.
Wstałam.
I chwyciłam go za rękę.