“Odchudzanie” rządu Tuska nie wyszło. Zamiast rewolucji – kosmetyka i chaos

Miało być mniej wiceministrów, mniejsze koszty i nowa jakość. Rzeczywistość jednak brutalnie zweryfikowała polityczne zapowiedzi.

Choć premier Donald Tusk i koalicjanci mówili o „rekonstrukcji” i „odchudzaniu” rządu nawet o 30%, dziś wiadomo, że nic z tego nie wyszło.

Po rekonstrukcji liczba członków rządu zmniejszyła się zaledwie o nieco ponad 13%. Co więcej, zamiast wielkiej prezentacji zmian personalnych – mamy „rekonstrukcję kroczącą”, czyli decyzje rozciągnięte w czasie bez jasnego planu.

Jedynym głośnym odejściem był Andrzej Szejna, który i tak przebywał na urlopie po publikacjach o jego problemach z alkoholem.

W rządzie wciąż utrzymuje się wielu byłych ministrów, którzy dziś formalnie pełnią inne funkcje, ale nadal zajmują się tymi samymi obszarami – jak choćby Katarzyna Kotula czy Marzena Okła-Drewnowicz.

Politycy rządzącej koalicji nieoficjalnie przyznają: plan był zbyt ambitny. W niektórych resortach, jak rolnictwo czy nowe Ministerstwo

Energii, zwyczajnie brakuje ludzi do pracy. Efekt? Rząd nadal liczy ponad 100 osób, a plan uczynienia go „najmniejszym w Europie” został wyraźnie odłożony na półkę.

Leave a Comment