Rosyjska rakieta manewrująca Ch-101, która spadła w Tarnawie-Kolonii w woj. lubelskim, ponownie wywołała pytania o skuteczność polskiego systemu ostrzegania ludności. Jak ujawniła Wirtualna Polska, w wielu powiatach syren alarmowych nie uruchomiono, choć mieszkańcy powinni zostać ostrzeżeni przed zagrożeniem.
System alarmowania ludności w Polsce opiera się na współpracy wojska, administracji rządowej i samorządów. Po otrzymaniu informacji o potencjalnym zagrożeniu wojewódzkie centra zarządzania kryzysowego przekazują polecenia do powiatów, które mają prowadzić nasłuch na specjalnych radiostacjach i – w razie potrzeby – uruchomić syreny alarmowe. W praktyce oznacza to udział wielu ogniw administracji, z których każde odpowiada za wykonanie kolejnego etapu procedury.
Rosyjska rakieta Ch-101 spadła w Tarnawie-Kolonii. Wojewoda przyznał, że system nie zadziałał prawidłowoDo incydentu doszło nad ranem 30 lipca podczas zmasowanego rosyjskiego ataku rakietowego na zachodnią Ukrainę. O godz. 3:40 służby wykryły niezidentyfikowany obiekt w polskiej przestrzeni powietrznej. Dowództwo Operacyjne skierowało myśliwiec F-16 do jego rozpoznania i ewentualnego przechwycenia. Sześć minut później kontakt z obiektem został utracony, a miejsce jego upadku zlokalizowano w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia w powiecie biłgorajskim.
Ustalono następnie, że był to rosyjski pocisk manewrujący Ch-101, wyprodukowany w drugim kwartale 2026 roku w zakładach na terenie obwodu moskiewskiego. Śledczy przekazali również, że rakieta zawierała znaczną ilość materiału wybuchowego. Sam pocisk spadł na pole, jednak zdarzenie ponownie unaoczniło ryzyko związane z naruszeniami polskiej przestrzeni powietrznej w czasie trwającej wojny za wschodnią granicą.
Kilka dni po zdarzeniu wojewoda lubelski Krzysztof Komorski odniósł się do funkcjonowania systemu ostrzegania ludności. Podczas konferencji prasowej przyznał, że procedury nie zadziałały tak, jak powinny.
Jeśli chodzi o system wczesnego alarmowania i ostrzegania zdajemy sobie sprawę, że nie do końca zadziałało wszystko tak jak powinno – powiedział.
Wojewoda ujawnił również, że aż 10 z 17 powiatów województwa lubelskiego nie uruchomiło tej nocy syren alarmowych, mimo że zgodnie z procedurami powinny zostać włączone.
Alarmem zostało objętych 17 powiatów. W siedmiu z nich syreny zostały włączone zgodnie z poleceniem, do dziesięciu, które ten proces opóźniły lub go nie zrealizowały, zwróciłem się o wyjaśnienia – mówił na konferencji wojewoda.
W wielu miejscowościach mieszkańcy dowiedzieli się o zagrożeniu dopiero rano z relacji medialnych.
Rakieta spadła w Tarnawie-Kolonii, system alarmowania nie zadziałał prawidłowo. Media ujawniają przyczynyOkolice miejsca gdzie spadła rakieta (fot. Wojciech Olkusnik/East News)Rakieta spadła, zanim dotarło polecenie. Tak wyglądały problemy w poszczególnych powiatachJak ustaliła Wirtualna Polska, pierwsze problemy pojawiły się już na etapie przekazywania informacji pomiędzy kolejnymi szczeblami administracji. Zgodnie z procedurą wojsko przekazało wojewodzie informację o konieczności prowadzenia nasłuchu, a wojewódzkie centrum zarządzania kryzysowego skierowało ją do powiatów. W praktyce okazało się jednak, że obowiązujące rozwiązania nie pozwoliły na sprawne uruchomienie syren.
Bardzo wymowna była sytuacja w powiecie biłgorajskim, gdzie doszło do upadku rakiety. Starosta Andrzej Szarlip poinformował WP, że eksplozja nastąpiła około godz. 3:45, natomiast wiadomość z poleceniem uruchomienia syren wpłynęła do stanowiska kierowania straży pożarnej drogą mailową o godz. 3:49, czyli już po zdarzeniu.
Wybuch miał miejsce o godzinie 3:45. Widać to na filmikach z prywatnych kamer w okolicy. Natomiast do stanowiska kierowania, czyli dyżurnego strażaka, informacja o włączeniu syren wpłynęła e-mailem o godzinie 3:49. Czyli cztery minuty po uderzeniu – mówił dla WP Andrzej Szarlip.
Starosta dodał również, że sam otrzymał SMS z informacją o prowadzeniu nasłuchu o godz. 3:44, czyli minutę przed wybuchem, natomiast dyżurujący pracownik starostwa dostał wiadomość już w chwili eksplozji. W praktyce oznaczało to, że mieszkańców nie było możliwości ostrzec przed zagrożeniem. Chwilę później na numer 112 zaczęły napływać zgłoszenia od zaniepokojonych mieszkańców, a służby rozpoczęły poszukiwanie miejsca upadku pocisku.
Problemy odnotowano również w innych powiatach. W tomaszowskim dyżurujący pracownik nie zdążył dojechać do urzędu. Zanim dotarł na miejsce alarm został odwołany.
To nie jest takie proste, kiedy dyżurujący pracownik mieszka kilkanaście kilometrów od starostwa. Tej nocy zanim dojechał na miejsce, to alarm został już odwołany – mówił dla WP starosta Henryk Karwan.
Z kolei wojewoda wskazał, że w powiecie kraśnickim opóźnienie wynikało z faktu, iż dyżurujący pracownik próbował wcześniej skontaktować się z przełożonym.
Samorządowcy wskazują na słabości systemuWirtualna Polska opisała również sytuację w powiecie puławskim. Tam syren nie uruchomiono dlatego, że dyżurujący pracownik nie usłyszał wiadomości SMS informującej o konieczności rozpoczęcia nasłuchu. Starosta Teresa Gutowska nie ukrywała, że zawiódł czynnik ludzki, ale jednocześnie zwróciła uwagę na organizację całego systemu.
Pracownicy wydziału bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego pełnią dyżury. W momencie, kiedy przychodzi do nich SMS, po prostu człowiek musi się obudzić i rozpocząć całą procedurę. No a człowiek też zawodzi i w tym przypadku pracownik się nie obudził – mówiła Gutowska dla WP.
Dodała, że dzień wcześniej urzędnicy uczestniczyli w działaniach związanych ze skażeniem wody w Kazimierzu Dolnym, a starostwo nie dysponuje środkami na zatrudnienie dodatkowych osób wyłącznie do całodobowych dyżurów.
Starosta w rozmowie z WP podkreśliła również, że odpowiedzialność za uruchomienie systemu nie powinna spoczywać na jednej osobie.
Oni po prostu mają prawo być zmęczeni. Zwykły człowiek ma prawo nie usłyszeć wiadomości, bo niestety jest tym zawodnym ogniwem. I nie może tak być, że w jego rękach spoczywa cała odpowiedzialność – zaznaczyła.
Jej zdaniem obsługa systemu powinna zostać powierzona wojewodzie , albo instytucji działającej całodobowo, takiej jak Państwowa Straż Pożarna.
Podobnego zdania jest starosta tomaszowski Henryk Karwan. W jego ocenie skuteczne funkcjonowanie systemu wymaga stałych dyżurów pełnionych na miejscu w urzędach, a nie z domu. Jak wskazał, obecnie wydziały odpowiedzialne za zarządzanie kryzysowe dysponują zbyt małą liczbą etatów, aby zapewnić całodobową obsługę. Według samorządowców bez dodatkowego finansowania i zmian organizacyjnych podobne problemy mogą powtarzać się również w przyszłości.
Zobacz także:TVN24 opublikował archiwalne nagranie z udziałem Andrzeja Morozowskiego. Widzowie: “był autorytetem”
Ekspert mówi o wieloletnich zaniedbaniach. Wojewoda zapowiada zmiany w systemie alarmowaniaDo ujawnionych problemów odniósł się również ekspert ds. bezpieczeństwa dr Michał Piekarski z Instytutu Studiów Międzynarodowych i Bezpieczeństwa Uniwersytetu Wrocławskiego. W rozmowie z Wirtualną Polską ocenił, że sytuacje, w których o skuteczności systemu decyduje to, czy urzędnik zdąży dojechać do pracy albo obudzi się po otrzymaniu SMS-a, są trudne do zaakceptowania, zwłaszcza w regionie graniczącym z Ukrainą.
Ekspert zaznaczył jednocześnie, że pełnej odpowiedzialności nie można przerzucać na samorządy.
System jest ewidentnie niewydolny – stwierdził.
Ekspert wskazał przy tym, że zapewnienie całodobowych dyżurów wymagałoby dodatkowego finansowania oraz utworzenia kolejnych etatów w powiatowych centrach zarządzania kryzysowego. Jego zdaniem obecny model był projektowany przede wszystkim z myślą o zagrożeniach charakterystycznych dla czasu pokoju, takich jak powodzie, pożary czy katastrofy budowlane.
Niestety płacimy ogromną cenę za to, że nasz system zarządzania kryzysowego był budowany z myślą o zagrożeniach czasów pokoju, sytuacjach typu powódź, katastrofa budowlana, duży pożar, katastrofa ekologiczna. W tej chwili mamy zaniedbania, które trzeba szacować na całe dekady. Jeszcze 15 lat temu baliśmy się innych zagrożeń i sytuacja, w której nam ktoś strzeli rakietą w Lubelszczyznę, była bardzo odległa. W dużej mierze zmarnowaliśmy ten czas – mówił ekspert.
Rakieta spadła w Tarnawie-Kolonii, system alarmowania nie zadziałał prawidłowo. Media ujawniają przyczynyzdjęcie poglądowe (fot. Dominik_Spalek/shutterstock)Na zmiany zapowiedziane przez wojewodę lubelskiego mieszkańcy będą musieli jeszcze poczekać. Krzysztof Komorski poinformował, że docelowo polecenie uruchomienia syren ma trafiać jednocześnie do wszystkich zagrożonych powiatów, z pominięciem części obecnych etapów przekazywania informacji. Problemem pozostaje jednak infrastruktura. Spośród 364 syren znajdujących się na terenie województwa zdalnie można uruchomić jedynie 164. Pozostałe wymagają fizycznej obsługi. Jak podaje WP wojewoda zapowiedział także rozstrzygnięcie przetargu na zakup kolejnych 200 nowoczesnych syren, które mają zwiększyć możliwości zdalnego alarmowania ludności.
Michał Troszkiewicz