Część 2 – Ciąg dalszy historii 👉 — Kto miał być martwy? zapytałam, patrząc od Daniela do Mihai.
Mihai powoli wstał od stołu. Daniel wydawał się nie móc dłużej powstrzymać tego, co odkrył.
— Brat mojego ojca, powiedział.
Zamrugałam zdezorientowana.
— Twój wuj?
Mihai uśmiechnął się smutno.
— Tak cię nauczono myśleć.
Daniel zacisnął szczękę.
— Powiedz mu wszystko.
Mihai wyciągnął ze kieszeni stary portfel, potem zagięte zdjęcie. Podał je mi. Na nim było dwóch młodych mężczyzn, uderzająco podobnych.
Na odwrocie było napisane: „Radu i Mihai, 1992”.
— Byliście braćmi, powiedziałam.
— Tak, odpowiedział Mihai. Ale prawda jest bardziej skomplikowana.
Daniel ciężko usiadł na krześle.
— Tata powiedział mi, że Mihai zginął w wypadku, kiedy miałem dziesięć lat.
— Było to łatwiejsze, niż dowiedzieć się, co naprawdę się wydarzyło, mruknął Mihai.
Wziął obok siebie starą teczkę. W środku były pożółkłe listy związane wstążką.
— Wszystko zaczęło się zanim twoi rodzice się pobrali, powiedział Danielowi. Twoja mama i ja mieliśmy romans. Potem wybrała Radu.
Daniel milczał.
— Kiedy się urodziłeś, Radu myślał, że jesteś jego synem. Przez lata nic nie podejrzewał. A potem pewnego dnia się dowiedział.
Mihai położył przed Danielem list.
Był podpisany przez jego matkę.
„Nie przychodź już do domu. Radu coś podejrzewa. Jeśli dowie się prawdy o Danielu, zniszczy nas wszystkich.”
Daniel przeczytał te słowa kilka razy.
— Jaka prawda? zapytał prawie bez głosu.
Mihai podniósł na niego wzrok.
— Ja jestem twoim biologicznym ojcem.
W kuchni zapadła przytłaczająca cisza.
Daniel wydał krótki, niewesoły śmiech.
— Nie.
— Przykro mi, powiedział Mihai.
— Nie! Tata mnie wychował. On zabierał mnie do szkoły, nauczył mnie jeździć na rowerze, był przy mnie, gdy miałam gorączkę. On był moim ojcem!
Jego głos się załamał.
Mihai skinął głową.
— Wiem. I nie przyszedłem, żeby ci zabrać to miejsce. Radu był twoim ojcem we wszystkich ważnych znaczeniach.
Wtedy dowiedziałam się, że Radu nie rozwiódł się z matką Daniela. Nie robił awantur i nie powiedział nikomu prawdy. Poprosił tylko swojego brata, żeby definitywnie zniknął z ich życia.
Mihai się zgodził.
— Dlaczego? zapytałam.
— Bo miałeś dziesięć lat, odpowiedział. Radu był człowiekiem, którego nazywałeś ojcem. Gdybym wszedł wtedy w jego życie, zniszczyłbym wszystko, co miał.
Daniel patrzył na niego z gniewem i bólem.
— A co teraz się zmieniło?
Mihai spuścił wzrok.
— Jestem chory. Lekarze powiedzieli mi, że zostało mi niewiele. Nie mam żony, nie mam dzieci. I zrozumiałem, że nie chcę odchodzić z tego świata, nie widząc cię choć raz.
Wyjął z teczki kolejną kopertę.
— Ale nie przyszedłem tylko dla siebie.
Daniel od razu rozpoznał pismo swojego ojca na kopercie.
Zdrętwiałymi rękami otworzył ją.
List był krótki. Radu wyznał w nim, że żałuje decyzji sprzed lat. Pisał, że niezależnie od krwi, Daniel był i zawsze będzie jego synem.
Był tam jeszcze jeden wers:
„Jeśli pewnego dnia będziesz miał odwagę, której ja nie miałem, powiedz mu prawdę. Nie chcę, żeby moja nienawiść stała się jego dziedzictwem.”
Daniel przeczytał zdanie trzy razy.
Potem zakrył twarz dłońmi i zaczął płakać. Nigdy wcześniej nie widziałam go takiego.
Mihai nie podszedł do niego. Nie próbował go objąć i nic od niego nie żądał.
Stał po prostu przed nim.
— Nie chcę, żebyś mówił mi „tato”, powiedział cicho. Niczego od ciebie nie chcę. Chciałem tylko, żebyś mnie zobaczył, zanim będzie za późno.
Po kilku minutach Daniel podniósł głowę.
— To dlaczego wiedziałeś, gdzie są kieliszki?
Po raz pierwszy Mihai naprawdę się uśmiechnął.
— Bo to mieszkanie należało do twojej babci. Tutaj dorastaliśmy ja i Radu. Zegar przy oknie należał do naszego ojca.
Daniel nie miał nic do powiedzenia.
Jego ojciec zawsze mówił mu, że mieszkanie kupiono po jego narodzinach. W rzeczywistości Mihai nie patrzył na nasze mieszkanie jak ciekawski obcy.
Patrzył na nie jak na dom, w którym dorastał.
Tego ranka nie odszedł.
Został na śniadaniu. Potem na obiedzie.
W następnych tygodniach Daniel zaczął go odwiedzać. Na początku nazywał go po prostu Mihai. Zrobili też test DNA, a wynik potwierdził wszystko, co mówiły listy.
Mihai był jego biologicznym ojcem.
Ale Daniel ani przez chwilę nie przestał uważać Radu za swojego ojca.
Pewnego wieczoru powiedział mi:
— Myślałem, że prawda odbierze mi tatę. Ale nie może. Człowiek, który mnie wychował, pozostaje moim ojcem. Tylko teraz rozumiem, że istniał też ktoś, kto całe życie żył ze skutkami wyboru dokonanych przez innych.
Mihai żył dłużej, niż mówili lekarze. Prawie rok.
W ostatnim tygodniu Daniel spędzał z nim niemal cały czas.
Pewnego popołudnia, kiedy Mihai zdawał się spać, usłyszałam Daniela mówiącego cicho:
— Chciałbym, żebyśmy mieli więcej czasu, tato.
Mihai otworzył oczy i uśmiechnął się.
Nie powiedział już nic więcej.
Nie było potrzeby.