W niedzielnym programie „Kawa na Ławę” Zbigniew Bogucki, szef Kancelarii Prezydenta RP, próbował wyjaśnić, czy szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz ma dostęp do materiałów niejawnych. Swoją wypowiedzią jednak bardziej zagmatwał niż wyjaśnił – zasłaniał się procedurami, ustawami i rzekomym „kłamstwem służb”.
Na pytanie, czy Cenckiewicz ma dostęp do tajnych informacji, Bogucki odpowiedział, że „obieg informacji w ramach tych, które są przekazywane, następuje”. Stwierdził też, że dostęp do tajemnic nie zależy od służb, a od sądu – mimo że szefowie służb otwarcie twierdzą, że Cenckiewiczowi nie przekazują żadnych materiałów niejawnych. Bogucki stanowczo zaprzeczył, że taka sytuacja miałaby miejsce, nazywając doniesienia „kłamstwami”.
Sytuację komplikuje fakt, że Cenckiewiczowi odebrano certyfikat bezpieczeństwa w 2024 roku. Choć Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił tę decyzję, to wyrok nie jest prawomocny – rząd złożył skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Formalnie więc Cenckiewicz nie posiada obecnie poświadczenia bezpieczeństwa.
Dodatkowym problemem jest akt oskarżenia, który trafił do sądu. Dotyczy on m.in. Cenckiewicza, byłego ministra obrony Mariusza Błaszczaka i kilku innych osób, którzy mieli w 2023 roku odtajnić fragmenty planu operacyjnego „Warta”. Cenckiewicz twierdzi, że sprawa go cieszy, bo „wreszcie będzie mógł się bronić przed sądem”.
Zarówno opozycja, jak i wielu ekspertów ds. bezpieczeństwa uważa, że pełniący funkcję szefa BBN polityk bez aktualnego certyfikatu bezpieczeństwa to sytuacja skrajnie niebezpieczna. Tymczasem Pałac Prezydencki broni Cenckiewicza jak twierdzy, twierdząc, że „atak na niego to atak na prezydenta”.
Sprawa ujawnia głęboki chaos w zarządzaniu państwem i potencjalnie zagraża jego bezpieczeństwu – osoba bez ważnego certyfikatu nie powinna mieć dostępu do danych kluczowych dla bezpieczeństwa kraju i współpracy z NATO.