Donald Trump zaskakuje nowym oświadczeniem – jego zdaniem wojna w Ukrainie nie zakończy się bombami i czołgami, lecz… negocjacjami.
Podczas wideoprzemówienia na konferencji Jałtańskiej Strategii Europejskiej w Kijowie były prezydent USA podkreślił, że ostatnie trzy miesiące przyniosły więcej postępów niż trzy lata prezydentury Joe Bidena.
Trump nie szczędził sobie pochwał, zaznaczając, że jego administracja robi więcej dla pokoju niż poprzednia. Przywołał też dwa kluczowe spotkania:
z Władimirem Putinem na Alasce oraz z Wołodymyrem Zełenskim w Białym Domu – oba miały, według niego, „bardzo pozytywny” przebieg.
Z kolei Keith Kellogg, specjalny wysłannik Trumpa ds. wojny w Ukrainie, przekonywał, że rozmowy pokojowe są już „na ostatnich 10 jardach”.
Choć – jak przyznał – negocjacje są trudne, to determinacja Ukrainy i jedność Zachodu mają zmusić Rosję do ustępstw.
– To nie Ukraińcy są przeszkodą – winę ponosi Rosja i jej przywódca – mówił Kellogg, wskazując
jednocześnie, że obecność wojsk NATO na Ukrainie nie jest konieczna, jeśli zapewni się jej odpowiednie wsparcie technologiczne i wywiadowcze.
Optymizm ludzi Trumpa kontrastuje z realiami wojny, ale jedno jest pewne – obóz byłego prezydenta mocno stawia na dyplomację. Czy ta strategia się sprawdzi?