Donald Trump znów w swoim stylu – bez ceregieli i z wyraźnym przekazem. Prezydent USA zapowiedział, że nałoży poważne sankcje na Rosję,
ale dopiero wtedy, gdy wszystkie państwa NATO… przestaną kupować od niej ropę. Do tego dołożył jeszcze pomysł gigantycznych ceł na chińskie towary.
– Powiedzcie tylko kiedy. Jak NATO zrobi, co mówię, wojna się skończy – napisał Trump. Jeśli nie? – Tylko marnujecie mój czas – dodał w swoim stylu.
Eksperci nie kryją zaskoczenia. – To cyniczne zagranie – mówi prof. Karol Szulc z Uniwersytetu Wrocławskiego.
– Trump przerzuca odpowiedzialność na Europę, by uniknąć decyzji – ocenia. Z kolei prof. Michał Urbańczyk uważa, że Trump ma rację, żądając więcej zaangażowania od Europy. – To tu toczy się wojna – zaznacza.
Zdaniem analityków, Trump testuje granice lojalności sojuszników. Problem w tym, że Europa raczej nie zdecyduje się ani na pełne embargo na rosyjską ropę, ani na cła wobec Chin.
– Jesteśmy zbyt gospodarczo związani z Pekinem – twierdzi Urbańczyk.
Czy Trump rzeczywiście zareagowałby ostrzej, gdyby Europa spełniła jego warunki? Eksperci mają wątpliwości.
– On i tak by umył ręce – mówi prof. Szulc. – Jego reakcja na drony nad Polską pokazuje, że szuka wymówek, by nie działać.