Poczułem ucisk w żołądku. Serce biło mi jak szalone, ale nie chciałam okazywać strachu. Jedną ręką trzymałem blisko Mihaia, a drugą zapaliłem latarkę w telefonie. Światło przecięło ciemność na moście i w tym kącie widać było coś ze starym kocem. Tylko koce nie oddychają. Ten ciemny stół poruszał się lekko, jakby miał swój własny rytm. Poczułem swoją skórę. Podszedłem powoli, bezgłośnie, ale deska pod moimi stopami była. Potem „koc” się zatrząsł. Mihai krzyknął krótko i przytulił się do mnie. Przełknęłam ślinę i cofnęłam się o krok. Wtedy coś wyszło z tego cienia. Nie był ani zwierzęciem, ani owadem. Było to całe stado nietoperzy lecących we wszystkich kierunkach, oślepionych światłem. Powietrze nagle wypełniło się szeptami, a ciężki zapach na moście kazał mi się przepłukać. Pociągnęłam chłopca z powrotem do schodów i zeszłam na dół tak szybko, jak tylko mogłam. Dopiero gdy zszedłem na dół, a drzwi mostu zatrzasnęły się za nami, zacząłem znowu normalnie oddychać. Mihai płakał, a ja próbowałam go uspokoić, ale ręce mi się trzęsły. Uświadomiłem sobie, że most był zamknięty od lat i nikt się na niego nie wspinał od śmierci dziadka. Poszedłem na podwórko, zaczerpnąłem głęboko powietrza do klatki piersiowej i postanowiłem wezwać kogoś z deratyzacji. Jednak tej nocy nie mogłam się uspokoić. Obraz tego cienia, który zdawał się oddychać, powrócił do mojego umysłu.
Kilka dni później przyjechała ekipa, żeby to sprawdzić. Wspięli się ze swoim sprzętem, a Mihai i ja czekaliśmy w ciszy. Po chwili jeden z mężczyzn zszedł na dół z dziwnym wyrazem twarzy. – Mówiłeś, że to nietoperze, tak? – zapytał. – Tak, wielu… Widziałem je na własne oczy. – Nie twierdzę, że nie były, ale… tam nic nie ma. Nawet śladów. Brakowało mi słów. Poszedłem sprawdzić siebie. Most był czysty, jakby nikt tam nigdy nie mieszkał. Wszystko pachniało starym kurzem i suchym drewnem, a poza tym… niczym. Kiedy jednak chciałem zejść na dół, zauważyłem coś: w rogu sufitu utknęła mała kartka papieru. Odłączyłem go ostrożnie. Na niej, pisał drżący, była awantura:
„Nie przeszkadzali im. Trzymali cię przez cały czas”.
Poczułem, jak włosy jeżą mi się na karku. Bez słowa włożyłem bilet do kieszeni. Nigdy wcześniej o nim nie wspominałem, ani z Mihaiem, ani z nikim innym. Ale czasami w nocy, gdy wiatr wieje przez dach, przysięgam, że słyszę tam w górze trzepot skrzydeł. I nie wiem, czy się boję… czy być wdzięcznym. Ta praca jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami i ludźmi, ale została fabularyzowana w celach twórczych. Imiona, postacie i szczegóły zostały zmienione, aby chronić intymność i poprawić narrację. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych ludzi, żyjących lub zmarłych, lub do rzeczywistych wydarzeń jest całkowicie przypadkowe i nie jest zamierzone przez autora. Autor i wydawca ponoszą odpowiedzialność za prawdziwość wydarzeń i sposób przedstawienia bohaterów i nie ponoszą odpowiedzialności za błędne interpretacje. Ta historia jest oferowana „jako taka”, a wszelkie wyrażone opinie należą do bohaterów i nie odzwierciedlają poglądów autora ani wydawcy.