Pułkownik Serhij Hrabski ostrzega: to nie czas na uspokojenie. Rosja szykuje się na długą wojnę, a zagrożenie może rozszerzyć się także poza Ukrainę. W rozmowie z Polskim Radiem 24 ukraiński oficer podkreślił, że jednym z kluczowych punktów do stałej obserwacji powinna być Białoruś – potencjalne miejsce wystrzeliwania rakiet balistycznych, które są niemal niemożliwe do zestrzelenia, gdy lecą z bliskiej odległości.
Hrabski wskazuje, że Rosja zmienia taktykę – pociski wystrzeliwane są w zwartym szyku, by mylić systemy radarowe. Gdy operator widzi „jeden obiekt”, po chwili okazuje się, że to kilkanaście pocisków, których nie da się już zatrzymać. Taki manewr może prowadzić do tragicznych w skutkach uderzeń na strategiczne cele.
Rosyjski przemysł wojenny pracuje pełną parą – nawet 170 dronów Shahed dziennie, niektóre już z kamerami termowizyjnymi i mieszankami przypominającymi napalm. – Rosja buduje arsenał zniszczenia – mówi Hrabski. Jego zdaniem NATO i Ukraina muszą wspólnie stworzyć nową generację systemów obrony powietrznej, gotowych przetrwać tygodnie ciągłych ostrzałów.
Mimo że przez najbliższe sześć miesięcy Rosja nie będzie w stanie otworzyć drugiego frontu, Ukraina „podarowała NATO czas” – a ten powinien być mądrze wykorzystany. Hrabski ostrzega: jeśli Rosja przetrwa ten konflikt w obecnej formie, znów zaatakuje. – Historia pokazuje, że rosyjskie imperium zawsze wraca – mówi pułkownik.
Rosja ma słabe strony, ale jeśli pozwolimy jej się podnieść, zagrożenie dla Polski, krajów bałtyckich i całego NATO może powrócić z podwójną siłą. – Niektórzy zbyt wcześnie się relaksują. To poważny błąd – ostrzega Hrabski.