Paweł Kowal nie gryzł się w język w programie „Fakty po Faktach”. Szef sejmowej komisji spraw zagranicznych stwierdził wprost: w Polsce trwa potężna kampania dezinformacyjna, a w jej centrum są… liderzy opinii.
Kowal nie wymienił nazwisk, ale po chwili przyznał: „Publicznie polemizuję z Leszkiem Millerem”. I dodał, że działania niektórych komentatorów przypominają realizowanie celów Kremla.
„To nie są zwykłe opinie. To powielanie narracji Putina, podżeganie do konfliktu z Ukrainą – dokładnie tego chce Moskwa” – grzmiał Kowal.
Odwołał się do wpisów byłego premiera z września – tych, które sugerowały, że „Putin w sumie nie atakuje NATO”. Słowa te padły tuż przed realnym atakiem dronowym. „Wyciągam wnioski” – podkreślił Kowal.
Poseł KO wezwał do nazywania rzeczy po imieniu. „Nie chodzi o intencje, chodzi o skutki. Jeśli nie przestaniemy udawać, że wszystko to tylko debata polityczna, to pozwolimy Rosji działać u nas jak u siebie” – powiedział.
Na zakończenie rzucił mocno: „Ktoś musi powiedzieć: dość. Ktoś musi nazwać rzeczy po imieniu. Bo chodzi o Polskę”.