W drodze do domu Elena czuła, że z każdym krokiem robi jej się lżej, choć w piersi tlił się chłodny ogień. Plan zaczynał nabierać kształtów. Nie zamierzała grać roli ofiary. Nie tym razem.
Kiedy wróciła, Marco był już w kuchni, gotował makaron, jakby nic się nie stało. Uśmiechnął się do niej, nalał jej kieliszek wina i zaczął opowiadać o „świetlanej przyszłości”, którą miał zapewnić nowy inwestor. Elena słuchała z łagodnym wyrazem twarzy, kiwała głową, ale w myślach wszystkie elementy układanki wskakiwały na swoje miejsce.
Następnego dnia wstała wcześnie. Zanim Marco się obudził, znów otworzyła laptopa i wysłała kilka krótkich, konkretnych wiadomości: do rodzinnego adwokata, zaufanego notariusza i księgowego, który pomagał im na początku działalności. Poprosiła o przygotowanie dokumentów wstrzymujących sprzedaż do czasu wyjaśnienia kwestii własności. Jednocześnie umówiła kolejne spotkanie z Antonio Ferreirą — tym razem bez Marco.
Podczas rozmowy przedstawiła dyrektorowi finansowemu pełną teczkę dowodów swoich inwestycji i wkładu w firmę: faktury, umowy, potwierdzenia. Antonio patrzył na nią uważnie, po czym powiedział:
— Jeśli to wszystko jest prawdziwe, pani mąż nie ma prawa sprzedać firmy bez pani pisemnej zgody.
Elena uśmiechnęła się.
— Dokładnie. I nie tylko chcę powstrzymać sprzedaż… chcę odkupić jego udziały.
Antonio uniósł brwi.
— Interesujące. Ma pani środki na taki ruch?
— Kiedy zobaczy pan realne liczby, jestem pewna, że „GourmetEuropa” będzie chciała inwestować dalej. Tylko że partnerem będę ja, a nie on.
W kolejnych dniach Elena pracowała w cieniu, kompletując dokumenty. Adwokat potwierdził: ma mocne podstawy, by dowieść, że restauracja jest majątkiem wspólnym, a transfery dokonane przez Marco można unieważnić w sądzie. Antonio wysłał jej oficjalną propozycję — nie na pełne przejęcie, lecz na uzyskanie pakietu większościowego, który ona będzie kontrolować.
W piątek Marco wszedł do sali konferencyjnej z tym samym sztucznym uśmiechem, w towarzystwie Beatrice. W środku jednak czekali nie tylko przedstawiciele „GourmetEuropa”, ale też prawnik Eleny, notariusz i dwóch członków rady nadzorczej.
— Co tu się dzieje? — zapytał zdezorientowany.
Elena wstała spokojnie, elegancko.
— Dzieje się to, że sprzedaż, którą planowałeś za moimi plecami, nie dojdzie do skutku. Dziś podpisujemy nową umowę partnerską. Ty całkowicie wychodzisz z interesu, a twoje udziały zostaną odkupione według oficjalnej wyceny. Pieniądze dostaniesz po podpisaniu — i po zrzeczeniu się wszelkich praw do naszej marki.
Beatrice cofnęła się o krok, a Marco wiedział, że nie ma wyjścia. Dowody były zbyt mocne, a inwestor już podpisał umowę z Eleną.
Kilka godzin później Elena wyszła z budynku z teczką w ręku. Po raz pierwszy od miesięcy poczuła, że oddycha swobodnie.
Nie straciła restauracji. Wygrała ją. A wraz z nią odzyskała swoje życie.