Luis spojrzał w direkcję, w którą wskazała Alexandra. Zobaczył kobietę w prostym ubraniu, stojącą spokojnie przy okienku, z torbą w ręku. Przewrócił oczami i westchnął głośno, tak żeby wszyscy w pobliżu usłyszeli.
– Oczywiście, że tak, – mruknął. – Kto inny mógłby przynieść czek na taką sumę? Pewnie jakaś próba oszustwa.
Wziął głęboki oddech, poprawił marynarkę i ruszył w stronę Elviry. Ludzie odsunęli się lekko, czując napięcie.
– Dzień dobry, – powiedział z fałszywym uśmiechem, stając przed nią. – To pani przyniosła ten czek?
– Tak, – odpowiedziała spokojnie. – Chciałabym go zrealizować.
Luis roześmiał się krótko. – Pani żartuje? – spytał, trzymając czek wysoko, żeby wszyscy widzieli. – Taka suma? Pani chyba nawet nie wie, ile zer tu jest!
Wokół zaczęły się szepty. Elvira jednak nie zareagowała. Stała spokojnie, z rękami splecionymi.
– Wie pani, – ciągnął dalej Luis, – codziennie ktoś próbuje nas nabrać. Ale pani mogłaby się postarać bardziej. Ten papier wygląda jak z drukarki z bazaru.
Rozerwał czek na pół, a potem jeszcze raz – na drobne kawałki, które spadły na podłogę.
– I tak załatwia się sprawę, – powiedział z zadowoleniem, odwracając się do Alexandry. – Następnym razem, zanim przyjdziesz do mnie z czymś takim, pomyśl dwa razy.
W sali zapadła cisza. Ludzie odwracali wzrok, udając, że nic nie widzą. Elvira przez chwilę patrzyła na niego, po czym bardzo spokojnie powiedziała:
– Rozumiem.
Schyliła się, zebrała kawałki czeku i włożyła je do torebki. Potem, bez słowa, wyjęła z niej telefon. Wszyscy patrzyli, jak naciska kilka klawiszy i przykłada aparat do ucha.
– Dzień dobry, Antonio, – powiedziała cicho, ale jej głos niósł się po sali. – Tak, jestem już w oddziale. Może pan przyjść? Tak, właśnie teraz. Dziękuję.
Rozłączyła się, po czym spojrzała na Luisa. – Proszę, żeby pan tu chwilę został. Zaraz wszystko się wyjaśni.
Luis prychnął. – Naprawdę? Ma pani znajomego policjanta?
Elvira tylko uśmiechnęła się delikatnie. – Nie, nie policjanta. Prezesa zarządu.
Szum wśród klientów się nasilił. Alexandra otworzyła szeroko oczy. Luis pobladł.
– Co pani powiedziała? – spytał, starając się brzmieć pewnie.
– Powiedziałam, że zadzwoniłam do pana Antoniego García, prezesa banku. – Elvira mówiła spokojnie, ale stanowczo. – To on wystawił ten czek.
W tym momencie drzwi banku otworzyły się gwałtownie. Do środka wszedł mężczyzna w średnim wieku, w eleganckim, ale nie przesadnym garniturze. Wszyscy od razu rozpoznali jego twarz – pojawiła się nie raz w lokalnych wiadomościach.
– Pani Elviro! – zawołał z szerokim uśmiechem, podchodząc do niej i ściskając jej dłoń. – Przepraszam za spóźnienie, korki w centrum.
Luis zamarł.
– Antonio… – zaczął niepewnie.
– Proszę mi nie mówić po imieniu, panie Albert, – odparł chłodno prezes. – Zwłaszcza po tym, co właśnie zobaczyłem.
Odwrócił się do Elviry z szacunkiem. – Czy ten człowiek naprawdę zniszczył pani czek?
– Tak, ale to nie ma znaczenia. Mogę poprosić o nowy egzemplarz, jeśli to konieczne.
– Oczywiście, że może, – powiedział prezes i odwrócił się do Luisa. – A pan może natychmiast oddać przepustkę, kartę dostępu i klucze do biura.
– Ale, panie prezesie, ja tylko…
– Tylko co? – przerwał mu ostro. – Upokarzał pan właścicielkę banku?
Cisza była tak gęsta, że można ją było ciąć nożem. Luis spojrzał na Elvirę z niedowierzaniem.
– Właścicielkę?
Antonio kiwnął głową. – Tak, panie Albert. Pani Elvira Martínez jest głównym udziałowcem naszego banku. To dzięki niej ma pan w ogóle stanowisko.
Wszystkim opadły szczęki. Alexandra patrzyła z szeroko otwartymi oczami, a inni klienci szeptali między sobą.
Elvira podniosła lekko rękę. – Proszę, Antonio, nie rób sceny. To niepotrzebne.
– Nie, Elviro. To potrzebne. Bo nie pierwszy raz słyszę, że ten człowiek traktuje klientów z góry. Ale dziś przegiął.
Luis spuścił głowę, próbując coś powiedzieć, ale słowa ugrzęzły mu w gardle.
– Chciałem tylko chronić bank przed oszustwem… – wyszeptał.
– Chronić? – powtórzyła Elvira spokojnie. – Przed kim? Przed mną?
Potem podeszła bliżej, tak że stali naprzeciw siebie. – Wie pan, panie Albert, pieniądze nie robią z człowieka lepszego człowieka. Ale sposób, w jaki traktuje innych, tak.
Na chwilę w jej głosie zabrzmiał smutek. – Szkoda, że nikt panu tego wcześniej nie powiedział.
Odwróciła się do Alexandry. – Dziękuję ci, że byłaś uprzejma. Nie martw się, nie zrobiłaś nic złego.
– Dziękuję, pani… – Alexandra urwała, nie wiedząc, jak się zwrócić.
– Po prostu Elvira, – uśmiechnęła się kobieta.
Prezes podszedł do niej z nowym dokumentem. – Tu jest nowy czek, pani Elviro. Proszę mi pozwolić go osobiście zatwierdzić.
– Nie ma potrzeby, Antonio. Myślę, że dziś wystarczy, że wszyscy zrozumieliśmy coś ważniejszego niż liczby.
Zwróciła się jeszcze raz do Luisa: – Proszę pamiętać, że każdy człowiek, który tu przychodzi, ma swoją historię. A pańska praca nie polega na tym, by oceniać, tylko by służyć.
Potem wyszła spokojnie z banku, zostawiając po sobie ciszę i wstyd.
Gdy drzwi za nią się zamknęły, Alexandra odważyła się spojrzeć na swojego byłego już szefa.
– I co teraz, panie dyrektorze? – spytała cicho.
Luis nie odpowiedział. Po raz pierwszy wyglądał na człowieka, który naprawdę zrozumiał, że wszystko, co miał, nie znaczy nic, jeśli brak mu szacunku dla drugiego człowieka.