Premier Donald Tusk publicznie obciążył Jarosława Kaczyńskiego polityczną odpowiedzialnością za eskalację nastrojów radykalnych po wiecu PiS, podczas którego na scenie pojawił się Robert Bąkiewicz i wzywał do „wyrywania chwastów” i „rzucania napalmu”. Tusk przypomniał, że kilka dni po tamtym wystąpieniu mężczyzna o inicjałach Krzysztof B. próbował podpalić siedzibę Platformy Obywatelskiej, rzucając w jej kierunku koktajl Mołotowa — sprawca został zatrzymany.
Szef rządu pokazał fragment nagrania z przemówienia Bąkiewicza i wskazał związek między słowami radykalnego mówcy a późniejszym atakiem. Przypomniał też, że Kaczyński poprosił Bąkiewicza o głos na wiecu, nazywając go „dzielnym i mądrym człowiekiem”. W efekcie premier oskarczył lidera PiS o współodpowiedzialność za narastającą falę przemocy i określił go mianem „podpalacza z Żoliborza”.
Prokuratura wszczęła postępowanie wobec Bąkiewicza w związku z jego wypowiedziami. Czołowi politycy PiS nie potępili tych słów; niektórzy z nich, jak wiceprezes Mariusz Błaszczak, zapowiedzieli dalsze zapraszanie Bąkiewicza na wydarzenia partyjne, tłumacząc jego zasługi. Z kolei reprezentanci PiS podkreślają, że partia nie nawołuje do przemocy i że każdy, kto popełnia przestępstwo, powinien ponieść konsekwencje.
Sprawa podpalacza z Żoliborza i debata o granicach odpowiedzialności politycznej trwają — w tle zaostrza się konflikt między głównymi siłami politycznymi kraju.