Zimna woda na chwilę zaparła jej dech w piersiach, ale adrenalina pchała ją dalej. Burza szalała nad nią, a deszcz smagał ją po twarzy, ale Carmen nic już nie czuła. Widziała tylko bezwładne ciało dziecka, gdzieś pod nią, zagubione w głębinach.
Płynęła, jak mogła najlepiej, desperackimi ruchami, przedzierając się przez powietrze i wodę z siłą człowieka, który nie myśli o sobie. Kiedy dotarła do Dănuța, chwyciła go za rękę i mocno pociągnęła. Był ciężki, jak bezwładna lalka.
Kiedy wypłynęła na powierzchnię, przez chwilę myślała, że nie zdąży. Brakowało jej powietrza, deszcz uderzał w oczy, ale z tyłu usłyszeli głos krzyczący: „Trzymaj go mocno, Carmen, pociągnij go na brzeg!”.
To był jedyny moment, kiedy ktoś podszedł bliżej – młody kelner, który schylił się, by złapać dziecko za ramię. Razem wyciągnęli go, przemoczonego do suchej nitki, z sinymi ustami i zamkniętymi oczami.
Carmen osunęła się obok niego, drżąc. Położyła dłonie na jego klatce piersiowej i zaczęła rytmicznie uciskać, tak jak kiedyś widziała w telewizji. Nie była nawet pewna, czy robi to dobrze, ale nie mogła przestać.
„Danut, chodź, aniołku, oddychaj…”
Po kilku sekundach, które wydawały się wiecznością, dziecko zakaszlało. Potem znowu zakaszlało, plując wodą i jęcząc słabo. Carmen wybuchnęła płaczem. Wszyscy odetchnęli z ulgą, ale nikt nie podszedł bliżej, żeby jej pomóc. Po prostu patrzyli, jak na spektaklu.
Polityk rzucił się, by głośno jej pogratulować, a inni zaczęli filmować mokrymi telefonami. Ktoś krzyknął, że wezwą karetkę, ale Carmen nawet nie słyszała.
Czuła tylko ciepło małego ciałka, które zaczynało drżeć pod jej dłońmi. Owinęła go szlafrokiem z oparcia krzesła i odgarnęła mu włosy przyklejone do czoła.
Kiedy przyjechali lekarze, chłopiec oddychał już regularnie. Zabrali dziecko i wyszli, zostawiając Carmen na kolanach, umazaną błotem i wodą, na środku podwórka.
Florin podszedł niepewnie, próbując coś do niej powiedzieć, ale powoli wstała i powiedziała drżącym głosem:
„Nie powinnam była tam być, proszę pana. Było was dwudziestu. Po prostu nie miałam żadnych drogich ubrań do stracenia”.
Potem szła w kierunku budynku ciężkim krokiem, a wózek do sprzątania skrzypiał na mokrym betonie.
Za nią jakaś kobieta mruknęła: „Jaka odważna ta dziewczyna…”. Ale nikt nie kiwnął palcem, żeby jej pomóc.
Następnego dnia wszystkie lokalne gazety pisały: „Młoda sprzątaczka ratuje dziecko polityka”. Zdjęcie przedstawiało Carmen, mokrą, ze łzami w oczach.
Ale nie chciała sławy. Zapytana, dlaczego skoczyła bez namysłu, odpowiedziała po prostu:
„Bo był dzieckiem. I bo nikt inny tego nie robił”.
Od tamtej pory, ilekroć przechodziła obok basenu, ludzie witali ją z szacunkiem. Ale dla Carmen liczyło się tylko to, że Dănuț żyje.
I choć nie nosiła drogich ubrań ani nie jeździła zagranicznymi samochodami, wszyscy wiedzieli, że w to burzliwe popołudnie była najbogatszą osobą wśród nich.
Niniejsza praca jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami i postaciami, ale została sfabrykowana dla celów twórczych. Imiona, postacie i szczegóły zostały zmienione w celu ochrony prywatności i wzbogacenia narracji. Jakiekolwiek podobieństwo do prawdziwych osób, żyjących lub zmarłych, lub do prawdziwych wydarzeń jest czysto przypadkowe i niezamierzone przez autora.
Autor i wydawca nie ponoszą odpowiedzialności za dokładność wydarzeń ani przedstawienie postaci, ani za ewentualne błędne interpretacje. Niniejsza historia jest udostępniana „tak jak jest”, a wszelkie wyrażone opinie są opiniami postaci i nie odzwierciedlają poglądów autora ani wydawcy.