W ciągu następnych dni nic spektakularnego się między nimi nie zmieniło, ale każdy drobny gest zamienił się w niewidzialny most. Elena zaczęła przynosić Ilince żółty kwiat ze swojego ogrodu, a Mihai naprawił jej furtkę i kran, nie przyjmując nawet naleśnika jako zapłaty.
Pewnego popołudnia Elena zauważyła, że Mihai wraca zataczając się po długim dniu.
- Nie wyglądasz dobrze. Jadłeś dzisiaj?
Mihai wzruszył ramionami.
- Miałem dużo pracy… a pieniądze, które miałem, poszły na lekarstwa dla Ilinki. Przeziębiła się, ale wraca do zdrowia.
Elena była oszołomiona.
Miała dziesiątki wynajmowanych mieszkań, kilka sklepów i kilka biurowców. W banku miała kwoty, których nawet już nie liczyła, zarządzał nimi tylko dyrektor finansowy. Ale mężczyzna przed nią pokazał jej okrutną prawdę: można kupić dom co miesiąc, ale nie da się kupić kogoś, kto kochałby bezwarunkowo.
Wieczorem Elena zapukała do jego drzwi i wręczyła mu torbę z jedzeniem.
Mihai stanowczo odmówił.
– Nie jestem żebrakiem. Mogę zapracować na wszystko, co mam!
Elena spojrzała mu w oczy, tym razem bez uśmiechu.
– Nikt ci nie powiedział, że jesteś żebrakiem. Ale czasami najsilniejsi są ci, którzy przyjmują pomoc, a nie ci, którzy ją odrzucają.
Następnego dnia Mihai znalazł małą torbę przy płocie, z jednym bochenkiem chleba, słoikiem miodu i notatką:
„Dla Ilinki. Miód daje odporność”.
Imię nie padło, ale wiedział.
Czas mijał, a ich bliskość nabierała kształtu w sposób naturalny. Pewnego ranka Ilinca radośnie wróciła z podwórka z wieńcem z żółtych kwiatów.
– Tato, pani Elena mówi, że żółte kwiaty są dla tych, którzy nigdy się nie poddają!
Mihai długo na nią patrzył i zrozumiał, że jego sąsiadka nie jest po prostu bogatą kobietą, ale kimś, kto postrzega świat inaczej niż inni.
Pewnego wieczoru Elena zaprosiła go na dużą działkę na obrzeżach miasta.
– Chcę tu coś zbudować, ale nie biurowiec. Pomyślałam o miejscu dla dzieci bez rodziców. Co o tym myślisz?
Mihai milczał. Żaden bogaty człowiek, którego znał, nie mówił o czymś, co nie przynosi zysku.
– Myślę… Myślę, że jeśli to zrobisz, zbudujesz coś, co nigdy się nie zepsuje.
Elena uśmiechnęła się, a jej oczy napełniły się łzami.
– Mam wystarczająco dużo pieniędzy, żeby naprawić wszystkie płoty w mieście, Mihai. Ale nigdy nie miałam odwagi, żeby naprawiać ludzi. Pokazałeś mi, że warto.
Wiosną, podczas inauguracji centrum, Ilinca trzymała w dłoni ogromny bukiet żółtych kwiatów, a Mihai i Elena stali obok siebie. Miasto szemrało, ludzie patrzyli na nich z zaciekawieniem: prosty mechanik i multimilionerka.
Ale oboje znali prawdę.
Gdzieś pomiędzy złamaną deską, zardzewiałym gwoździem i szklanką zimnej wody mijającą płot, narodziło się coś, czego nie da się kupić, sprzedać ani wynegocjować.
To się zdobywa.
I tylko sercem.