Donald Trump zaskoczył dziennikarzy podczas sobotniej rozmowy przed odlotem do bazy Andrews. Amerykański prezydent dał do zrozumienia,
że jego propozycja zakończenia konfliktu na Ukrainie nie jest ostateczna. „Chcemy to zakończyć” – stwierdził, podkreślając, że wojna ta w ogóle nie powinna się wydarzyć.
Były prezydent USA – ponownie ubiegający się o urząd – przekonywał, że gdyby to on kierował krajem w czasie rosyjskiej inwazji, do wojny nigdy by nie doszło.
Pytany przez dziennikarkę o to, czy plan pokojowy dla Ukrainy jest definitywny, stanowczo zaprzeczył.
Trump wyraźnie zasugerował, że Ukraina ma wybór – przyjąć plan, który przewiduje m.in. poważne ograniczenie potencjału militarnego i rezygnację z niektórych terytoriów, albo kontynuować walkę.
Zaznaczył przy tym, że decyzja należy do Zełenskiego: „Może walczyć dalej, ile chce”.
Według źródeł, Ukraina otrzymała czas do czwartku, 27 listopada, by odnieść się do propozycji, którą rzekomo przygotowano wspólnie z Rosją.
Choć Rosja nie zamierza wysłać swoich delegatów na najbliższe spotkania, USA planują intensyfikację rozmów – zarówno w Genewie, jak i Waszyngtonie.
W konsultacjach wezmą udział wysocy rangą dyplomaci z Wielkiej Brytanii, Niemiec i Francji. Trwają też przygotowania do potencjalnego szczytu z udziałem przywódców Francji, Niemiec, Włoch i samego Trumpa.