Włodzimierz Czarzasty odpala polityczne działa ciężkiego kalibru. W swoim pierwszym orędziu jako marszałek Sejmu ogłosił, że będzie blokował ustawy, które uzna za populistyczne, niebezpieczne lub szkodliwe dla państwa. Swoją nową strategię nazwał “marszałkowskim wetem”, choć… nie istnieje ono ani w konstytucji, ani w regulaminie Sejmu.
– To mój krzyk w walce z populizmem – mówi otoczeniu lider Nowej Lewicy. I chociaż nie podał konkretnych przykładów, jego współpracownicy nie mają wątpliwości – chodzi o inicjatywy prezydenta Nawrockiego, jak choćby pomysł na obniżkę VAT, który – jak mówią ludzie Czarzastego – „rozsadziłby budżet”.
Polityczna ofensywa marszałka zderzyła się jednak z falą krytyki – nie tylko ze strony opozycji, ale także koalicjantów z Polski 2050. Zarzuty? Cenzura legislacyjna, zamrażarka projektów ustaw i uzurpacja władzy. – To powrót do czasów PiS – ostrzega Jan Szyszko. – Nie ma czegoś takiego jak marszałkowskie weto – wtóruje Michał Gramatyka.
Tymczasem w Nowej Lewicy nastroje bojowe. Bliscy Czarzastego zapowiadają: “Nie będzie litości dla projektów, które mają tylko polityczny PR, a nie realne podstawy”. Z kolei Robert Biedroń chwali twarde podejście szefa Sejmu, porównując je do energii potrzebnej w „czasach próby”.
W tle rozgrywki o władzę: kto naprawdę rządzi Polską – koalicja z mandatem 11 milionów głosów, czy prezydent, który stara się rozszerzać swoje wpływy? Czarzasty daje jasny sygnał: czas politycznych kompromisów się skończył. Nadchodzi nowa epoka… z nowymi regułami.