Dowiedziałem się, z kim właściwie wyszedł…Drzwi powoli się za nim zamknęły. Nie trzasnął nimi. Nie powiedział nic więcej. Jego kroki zagłuszyły schody budynku, a cisza, która zapadła, już mnie nie przerażała. Wręcz przeciwnie. Po raz pierwszy od wielu lat ta cisza należała do mnie.
Stałem przez kilka sekund oparty o drzwi, z ręką na klamce. Serce nie biło mi jak szalone. Kolana nie drżały. Nie czułem ani nienawiści, ani litości. Tylko dziwny, głęboki spokój. Poszedłem do kuchni. Małej kuchni, w starej kamienicy w Ploeszti, z popękanymi gdzieniegdzie kafelkami i zasłonami uszytymi przeze mnie. Na kuchence gotował się mały garnek. … Read more