Oliviu milczała przez kilka sekund, po czym westchnęła zirytowana.
— Mario, przesadzasz. Przecież i tak zajmujesz się pieniędzmi. W czym problem?
Problem polegał na tym, że „jej pieniądze” już dawno stały się pieniędzmi wszystkich. Opłata za mieszkanie, rachunki, jedzenie, wakacje Any, drogie prezenty. Pensja Oliviu wpływała, wypływała i znikała, a odpowiedzialność pozostała na jej barkach.
Maria odłożyła słuchawkę, nic nie mówiąc.
Tego wieczoru usiadła przy stole i otworzyła aplikację bankową. Kwoty. Przelewy. Zaliczki. Rezerwacje. Wszystko załatwione bez niej, ale za jej plecami. Poczuła ucisk w piersi. Nie z powodu pieniędzy, ale z powodu braku szacunku.
Prawie w ogóle nie spała.
Następnego dnia Oliviu wróciła do domu wesoła.
— Rozmawiałam z mamą. Wybrała menu. Będzie wspaniale.
Maria uśmiechnęła się blado.
— Cieszę się.
Nawet nie zauważył.
Mijały dni. Lista gości rosła. Żądania Any pozostały te same. Kwiaty nie były dobre. Kształt tortu trzeba było zmienić. Zespół chciał zaliczki.
Pewnego wieczoru Maria otrzymała kolejne powiadomienie: kolejne 3500 lei wycofane.
Wtedy podjęła decyzję.
Tej nocy wymieniła karty.
Nie ze złością. Nie z chęcią zemsty. Ale z dziwnym, dojrzałym spokojem.
Nadszedł dzień rocznicy. Elegancka restauracja, za miastem. Muzyka na żywo. Odświętnie ubrani goście.
Ana promieniała.
— Nie mogę się doczekać rachunku, zobaczyć, jaką mieliśmy imprezę!
Oliviu szeroko się uśmiechnął i poprosił o rachunek, oczywiście, że tak zrobił.
Kelner podszedł, uprzejmie.
— Razem 9800 lei.
Oliviu wyjął kartę i podał ją bez mrugnięcia okiem.
Terminal zapiszczał. Raz. Dwa razy.
— Karta odrzucona.
Oliviu się roześmiał.
— Spróbuj ponownie.
— Przepraszam pana. Nie działa.
Ana zamarła.
— Co to znaczy?
Oliviu wyjął telefon, sprawdził aplikację. Jego twarz zmieniła kolor.
— Mario… co zrobiłaś?
Maria spokojnie wstała od stołu.
— Nic. Zapłaciłam to, co moje. Reszta… jest twoja.
W holu zapadła ciężka cisza. Muzyka ucichła. Goście spojrzeli po sobie.
— Co masz na myśli? — wyszeptała Ana.
— Dokładnie — powiedziała Maria. Ta rocznica została zorganizowana beze mnie, za moje własne pieniądze. Od dziś każdy płaci za to, co zamówi.
Wyjęła torbę, włożyła płaszcz i ruszyła do wyjścia.
— Maria, zaczekaj! — krzyknęła Oliviu.
Odwróciła się na chwilę.
— Czekałam już wystarczająco długo.
Wyszła na chłodne wieczorne powietrze, czując po raz pierwszy od lat, że naprawdę oddycha.
Następnego dnia Oliviu dzwonił do niej dziesiątki razy.
Nie odbierała.
Bo czasami najdroższa lekcja to nie ta, za którą płaci się pieniędzmi, ale spokój, którego nie można stracić.