Jej kroki zatrzymały się na progu salonu.
Elena wyczuła to, zanim jeszcze zobaczyła. Powietrze się zmieniło. Wydawało się, że oddychanie staje się coraz trudniejsze.
Radu otworzył oczy i po raz pierwszy od kilku dni w jego spojrzeniu pojawiła się iskra. Nie nadziei. Strachu.
— „Radu…” wyszeptała młoda kobieta drżącym głosem. „Przyszłam…”
Elena spokojnie wstała z krzesła. Bez pośpiechu. Bez nerwów.
— „Witaj” — powiedziała po prostu. „Możesz wejść”.
Kobieta była zaskoczona. Spodziewała się krzyków, wyrzutów. Nie ciszy.
— „Ja… ja…” zaczęła młoda kobieta.
— „Wiem, kim jesteś” — odpowiedziała Elena. „Wiem od dwunastu lat”.
Radu zamknął oczy. Łzy spływały mu po policzkach.
— „Eleno… wybacz mi…” wymamrotała.
Elena podeszła do łóżka i po raz pierwszy spojrzała na niego szczerze. Nie z nienawiścią. Nie z bólem. Ale z zimnym milczeniem.
— „Nie mam ci nic do wybaczenia” — powiedziała. „Wszystko, co zniszczyłeś, dawno zblakło”.
Młoda kobieta cofnęła się o krok.
— „Ja… nie wiedziałam, że…”
— „Wiedziałaś” — przerwała jej Elena. „Wszyscy wiecie. Ale wybraliście to, co wam odpowiadało”.
Potem odwróciła się do niej.
— „Jeśli po niego przyszłaś, to już za późno”.
Kobieta wyszła płacząc, a drzwi powoli się zamknęły.
W salonie słychać było tylko ciężki oddech Radu.
— „Dlaczego… dlaczego zostałaś?” — zapytał ostatkiem sił.
Elena pochyliła się ku niemu. Poprawiła mu poduszkę. Otarł jej czoło.
— „Bo chciałam, żebyś zobaczyła” — wyszeptał. „Żebyś zobaczyła, co to znaczy być porzuconym”.
Jego oczy się rozszerzyły.
— „Eleno… Boję się…”
Potem, cichym, niemal czułym głosem, wypowiedział zdanie, które go zmroziło:
— „Prawdziwa kara dopiero się zaczyna”.
Radu zmarł tej nocy.
Na pogrzebie wszyscy płakali. Elena nie.
Po kilku miesiącach wielki dom został sprzedany. Długi spłacone. Papiery uporządkowane.
Za resztę pieniędzy Elena i dzieci przeprowadziły się do jasnego mieszkania w spokojnej okolicy.
Rano odwoził je do szkoły. Wieczorem jedli razem. Śmiali się.
Po raz pierwszy od dwunastu lat Elena spała, nie budząc się w nocy.
Pewnego dnia Maria zapytała ją:
— „Mamo, jesteś szczęśliwa?”
Elena się uśmiechnęła.
— „Tak” — odpowiedziała. „Teraz jestem”.
Nie dlatego, że została pomszczona.
Ale dlatego, że w końcu postanowiła żyć.