Z Moskwy znów płyną głośne deklaracje dotyczące zakończenia wojny w Ukrainie. Wypowiedzi przedstawicieli Kremla pojawiły się w momencie, gdy świat obserwuje kolejne próby – choć krótkotrwałego – zatrzymania działań zbrojnych.
Rzecznik Kremla, Dmitrij Pieskow, stwierdził, że pokój mógłby nadejść natychmiast – pod jednym warunkiem. Według niego wszystko zależy od decyzji prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Tego typu komunikaty wpisują się w znaną narrację Moskwy, która uzależnia zakończenie konfliktu od działań strony ukraińskiej.
W tle tych słów pojawiła się także informacja o czasowym zawieszeniu broni związanym z okresem prawosławnej Wielkanocy. Rosja ogłosiła krótkotrwały rozejm, który miał obowiązywać przez kilkadziesiąt godzin. Podobne propozycje wcześniej sygnalizowała również strona ukraińska, traktując je jako gest o charakterze symbolicznym.
Jednak największe kontrowersje budzą warunki, jakie Moskwa stawia w kontekście ewentualnego trwałego pokoju. Obejmują one m.in. kwestie terytorialne, w tym wycofanie ukraińskich sił z obszarów objętych walkami, takich jak Donbas. Dla Kijowa są to postulaty nie do zaakceptowania, co znacząco utrudnia osiągnięcie porozumienia.
Dodatkowo rosyjskie władze podkreślają, że w przypadku „prowokacji” zastrzegają sobie prawo do reakcji militarnej. W praktyce oznacza to, że nawet ogłoszone zawieszenie broni może być interpretowane w sposób elastyczny, co podważa jego realną skuteczność.
Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że podobne rozejmy często miały charakter krótkotrwały i nie prowadziły do trwałego zatrzymania walk. Dlatego najnowsze deklaracje Kremla spotykają się z dużą ostrożnością i sceptycyzmem na arenie międzynarodowej.