Obchody katastrofy smoleńskiej po raz kolejny pokazały, jak silne emocje wciąż towarzyszą tej rocznicy. Choć poranek rozpoczął się w atmosferze zadumy i ciszy, z czasem wydarzenia przybrały zupełnie inny obrót.
Na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach uczczono pamięć 96 ofiar tragedii. Wśród uczestników byli m.in. Małgorzata Kidawa-Błońska oraz Rafał Trzaskowski. W tym samym czasie przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie zapłonęły znicze, a zgromadzeni oddali hołd ofiarom w symbolicznym momencie 8:41.
W centralnych uroczystościach udział wzięli również Jarosław Kaczyński oraz Karol Nawrocki. Początkowo wydarzenie przebiegało spokojnie, jednak sytuacja zmieniła się podczas składania wieńców na placu Piłsudskiego.
W okolicach pomnika pojawiła się grupa kontrmanifestantów, którzy zaczęli skandować hasła o wyraźnym politycznym charakterze. Napięcie wzrosło, gdy jeden z aktywistów próbował zbliżyć się do miejsca ceremonii, chcąc złożyć własny wieniec. Wówczas interweniowała policja, tworząc kordon i uniemożliwiając zakłócenie oficjalnej części obchodów.
Mimo braku fizycznych starć, atmosfera stała się bardzo napięta, a okrzyki towarzyszyły uczestnikom niemal do końca uroczystości. Wydarzenia te pokazały, że rocznica – dla jednych będąca chwilą wspólnej refleksji – dla innych pozostaje także przestrzenią wyrażania sprzeciwu i politycznych emocji.
Do sytuacji odniósł się również wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz, który podkreślił, że tragedia smoleńska powinna łączyć, a nie dzielić. Zwrócił uwagę, że przez lata pojawiały się działania, które – jego zdaniem – podważały poczucie wspólnoty wokół tego wydarzenia.
Kulminacją dnia mają być wieczorne uroczystości w Warszawie, w tym msza w archikatedrze oraz Marsz Pamięci zakończony przemówieniem lidera PiS. To właśnie wtedy emocje mogą ponownie sięgnąć zenitu.