Walentyna stała pośrodku salonu, ściskając pęk kluczy. Jej wzrok błądził między dwiema kobietami wylegującymi się na sofie niczym prawdziwe gospodynie. Ciotka jej męża, Złata Feoktistowna, korpulentna kobieta po sześćdziesiątce, otulona sukienką w panterkę, zwisała jedną nogą w lakierowanym bucie. Obok niej leżała jej córka Ewelina, trzydziestolatka z farbowanymi na platynowy blond włosami i sztucznymi rzęsami niczym wachlarzami.
„WYNOŚ SIĘ z mojego mieszkania!” – powtórzyła Walentyna, robiąc krok naprzód.
Złata Feoktistowna wybuchnęła śmiechem, odrzucając głowę do tyłu. Jej śmiech brzmiał jak krakanie wrony, która znalazła padlinę. Ewelina poszła za nią, wydając tak przenikliwe dźwięki, że Walentyna usłyszała dzwonek w uszach.
„Czy ty kompletnie oszalałaś, kochanie?” – wyszeptała Zlata, ocierając łzy. „Lyoshenko sam zaproponował, żebyśmy tu zamieszkały. Teraz jesteśmy RODZINĄ, rozumiesz? RODZINĄ!”
„Jaką rodziną?” Walentyna rzuciła klucze na stolik kawowy. „Aleksiej cię nie zapraszał! Przyjechałaś z walizkami tydzień temu z własnej inicjatywy!”
Reklamy
Ewelina wyjęła z torebki małe lusterko i zaczęła poprawiać usta jaskrawofuksjową szminką.
„Mamo, słyszysz, jak ona do nas mówi?” – wybełkotała, a jej usta rozciągnęły się w uśmiechu. „Całkowicie straciła maniery. Lioshka miał rację co do niej: histeryczna”.
„Co?” Walentyna poczuła, jak krew napływa jej do twarzy. „Aleksiej powiedział to o mnie?”
„Oczywiście, że tak!” Zlata wstała z kanapy, podłoga zaskrzypiała pod jej ciężarem. „Ciągle narzekał. Mówił, że wykańczasz go swoim ciągłym narzekaniem. To niedobrze, tamto niedobrze. Za mało zarabia, za mało poświęca ci uwagi. Biedny chłopak jest tobą wyczerpany!”
Walentyna zacisnęła zęby. Osiem lat małżeństwa, osiem lat znoszenia chłodu Aleksieja, jego ciągłych nocnych wypadów do biura, odwołanych planów, zapomnianych rocznic. A teraz dowiaduje się, że narzekał na nią tym… stworzeniom.
„Gdzie Aleksiej?” syknęła przez zęby.
„W pracy, gdzie indziej?” Ewelina zamknęła lustro. „Zarabia. A propos pieniędzy: Mamo, pamiętasz? Liosza obiecał nam dać trochę pieniędzy na zakupy.”
„O tak, kochanie!” Zlata uderzyła się w czoło. „Waliuszko, kochanie, daj nam pięćdziesiąt tysięcy z twoich rezerw, dobrze? Lyoszka odda ci je dziś wieczorem”.
Walentina nie mogła uwierzyć własnym uszom.
„Dlaczego miałabym ci dawać pieniądze?”
„Przecież jesteśmy krewnymi!” Zlata podeszła, otulając Walentynę zapachem tanich perfum. „Nie bądź skąpa. Masz je, wiem. Lyosza powiedział, że potajemnie oszczędzasz”.
„WYPADAJ!” krzyknęła Walentina. „Wynoś się natychmiast z mojego mieszkania!”
I tu się wszystko zaczęło. Zlata Feoktistowna rzuciła na mnie tak grad wyzwisk, że nawet wojownicza Walentyna się zarumieniła. Ewelina poszła za nią, dorzucając do potoku obelg swoje perły. Mieszkanie wypełniło się tak intensywnymi przekleństwami, że tapeta zdawała się odklejać od ścian.
„…a tak w ogóle, w końcu jesteś tylko oskubaną kurą!” – zakończyła swoją płomienną przemowę Zlata. „Naprawdę myślisz, że Lyoshka poślubił cię z miłości? Sam mi powiedział – czepiałaś się go jak buldog! Goniłaś za nim, wołałaś go bez przerwy, błagałaś! Zgodził się tylko z litości!”
Walentyna zamarła. To było kłamstwo, brudne, obrzydliwe kłamstwo. Poznała Aleksieja na urodzinach przyjaciela; to on do niej podszedł i zaprosił ją na randkę. Pierwsze kilka lat było szczęśliwych, pełnych planów i nadziei. Kiedy wszystko poszło nie tak?
„Kłamiesz” – powiedziała cicho.
„Oczywiście, że kłamiemy!” prychnęła Ewelina. „Mamo, pokaż jej!”
Zlata wyjęła smartfon z kieszeni sukienki i zaczęła stukać w ekran.
„Patrz! Wiadomości od Lyoshy. Przeczytaj!”
Podsunął jej telefon pod nos. Naprawdę był otwarty czat w aplikacji do wiadomości. Kontakt był zapisany jako „Lyoshenka-siostrzenica”. „Ciociu Zlat, proszę, przyjdź. Już jej nie znoszę. Doprowadza mnie do szału”.
„Oczywiście, kochanie! Zaraz przyjedziemy z Eweliną. Będziemy cię wspierać”.
„Dziękuję. Tylko nie mów jej, że cię zaprosiłam. Powiedz jej, że sama zdecydowałaś się mnie odwiedzić”.
„Nie martw się, wszystko zrobimy dobrze. Zaraz ją odprowadzimy”.
Walentyna odsunęła się. Styl pisania SMS-ów naprawdę przypominał styl Aleksieja: krótkie zdania, żadnych emotikonów, jego typowe skróty.
„To podróbka” – zdołała wydusić.
„Oczywiście, podróbka!” Zlata wyrwała telefon. „Dla ciebie to wszystko jest podróbką! Żyjesz w swoim małym wyimaginowanym świecie, w którym Lyoshenka cię kocha. Ale on cię nie znosi! Powiedział, że się z tobą rozwiedzie, jak tylko znajdzie dobrego prawnika”.
Klucz przekręcił się w zamku. Wszyscy i
Cała trójka zamarła. W korytarzu słychać było kroki, a chwilę później do salonu wszedł Aleksiej. Wysoki, wysportowany mężczyzna, lat trzydzieści pięć, w drogim garniturze, z równo przystrzyżonymi, ciemnymi włosami. Jego szare oczy omiotły wszystkich obecnych.
„Co tu się dzieje?” zapytał spokojnie.
„Lioszenko!” krzyknęła Ewelina, rzucając mu się w ramiona. „Dzięki Bogu, że tu jesteś! Wala kompletnie oszalała! Wyrzuca nas!”
Aleksiej delikatnie odepchnął kuzynkę i spojrzał na żonę.
„Walentino, co to jest?”
„Co to jest?” Walentyna nie mogła uwierzyć w to, co się dzieje. „Twoi drodzy krewni mówią, że ich zaprosiłaś! Że mnie nie znosisz! Że planujesz się ze mną rozwieść!”
Aleksiej zmarszczył brwi i spojrzał na ciotkę.
„Ciociu Zlato, chyba nastąpiła jakaś pomyłka. Nie zaprosiłem cię.” „Co masz na myśli, mówiąc, że nas nie zaprosiłeś?” Zlata uniosła ręce. „Lyoshenko, kochanie, sama to napisałaś! Patrz!”
Znów wyciągnęła telefon, ale Aleksiej nawet nie spojrzał na ekran.
„To nieporozumienie. Nic nie napisałam. I nawet nie mam twojego numeru.”
„Ale… ale…” Zlata zamrugała, zdezorientowana. „Ty… Jesteśmy tu już cały tydzień…”
„I Z GRZECZNOŚCIĄ TO ZNOSIŁAM” – przerwał Aleksiej. „Ale jeśli będziesz rozsiewać kłamstwa na mój temat i na temat mojej żony, to proszę cię, żebyś opuścił nasze mieszkanie.”
„Nasz dom” – poprawił się, biorąc Walentynę za rękę.
Ewelina cofnęła się w stronę sofy.
„Lyoszo, co ty robisz? Jesteśmy rodziną…”
„Daleko” – wyjaśnił Aleksiej. „Bardzo daleko. Tak daleko, że widzę cię dopiero drugi raz w życiu. Pierwszy raz dziesięć lat temu na pogrzebie mojego dziadka”.
„Niewdzięczna!” – wrzasnęła Zlata. „Przyszliśmy do ciebie z otwartym sercem, a ty…”
„Z otwartym sercem, żeby POPROSIĆ moją żonę o pieniądze?” Aleksiej zrobił krok naprzód. „Tak, Walentyna już zdążyła do mnie napisać. Wiesz co? Masz pół godziny, żeby spakować walizki i WYJŚĆ. Albo wezwę ochronę”.
„Ochronę?” – zaśmiała się Ewelina. „Jaką ochronę?”
„Portier na dole. Były żołnierz sił specjalnych, nawiasem mówiąc. Jestem pewna, że z przyjemnością pomoże ci z bagażami”.
Zlata spurpurowiała.
„Pozwiemy cię! Za szkody moralne! Za zniewagę!”
„Proszę bardzo” – odparł spokojnie Aleksiej. „Pamiętaj tylko, nagrałam całą twoją dzisiejszą szaradę. Magnetofon stoi na półce za wazonem. Włączyłam go, gdy tylko usłyszałam krzyki ze schodów”.
Walentyna odwróciła się. Rzeczywiście, wśród książek widać było małe, czarne urządzenie z czerwoną diodą.
„Ty… to zaplanowałaś!” wyszeptała Zlata.
„NIE, nie planowałam tego. Po prostu wiedziałam, że prędzej czy później pokażesz swoje prawdziwe oblicze. Chciwa, bezczelna, kłamczucha. A skoro już o kłamstwach mowa, Evelina, pamiętasz Jarosława Kosmodiemjanskiego?”
Ewelina wzdrygnęła się i zbladła pod warstwą podkładu.
„Ja… nie znam żadnego Jarosława”.
„Dziwne. On cię bardzo dobrze pamięta. Zwłaszcza te trzydzieści tysięcy, które od niego pożyczyłaś na rzekomą „operację” twojej chorej matki. Matki, która, z tego co widzę, ma się bardzo dobrze”.
„Wynoś się z mojego mieszkania” – powiedziała. Ale jedyną reakcją był śmiech ciotki jej męża i jej córki; chwilę później wyglądały, jakby zapamiętały całą encyklopedię przekleństw.
DZIECI
11.10.2025
admin
Walentyna stała pośrodku salonu, ściskając pęk kluczy. Jej wzrok spoczął na dwóch kobietach wylegujących się na sofie jak prawdziwe właścicielki domu. Ciotka jej męża, Zlata Feoktistovna, tęga kobieta po sześćdziesiątce, ubrana w sukienkę w panterkę, zwisała jedną nogą w lakierowanym bucie. Obok niej leżała jej córka Evelina – trzydziestolatka z rozjaśnionymi platynowym blond włosami i sztucznymi rzęsami niczym wachlarzami.
Reklama w mediach
„WYPADAJ z mojego mieszkania!” – powtórzyła Walentyna, robiąc krok naprzód.
Zlata Feoktistovna wybuchnęła śmiechem, odrzucając głowę do tyłu. Jej śmiech brzmiał jak krakanie wrony, która znalazła padlinę. Ewelina dołączyła do niej, wydając dźwięki tak wysokie, że Walentynie aż zadzwoniło w uszach.
„Czyś ty całkiem zwariowała, kochanie?” – wydyszała Zlata, ocierając łzy. „To sama Lioszeńka zaproponowała, żebyśmy tu zamieszkały. Teraz jesteśmy RODZINĄ, rozumiesz? RODZINĄ!”
„Jaką cholerną rodziną?” Walentyna rzuciła kluczyki na stolik kawowy. „Aleksiej cię nie zapraszał! Przyjechałaś sama z walizkami tydzień temu!”
Ewelina wyjęła lusterko z torebki i zaczęła poprawiać usta jaskrawą fuksjową szminką.
„Mamo, słyszysz, jak ona do nas mówi?” – powiedziała, rozciągając usta w uśmiechu. „Naprawdę straciła maniery. Lioszka miał rację co do niej – histeryczna”.
„Co?” Walentyna poczuła, jak krew napływa jej do twarzy. „Aleksiej powiedział to o mnie?” „Oczywiście, że tak powiedział!” Zlata wstała z kanapy, a deski zaskrzypiały pod jej ciężarem. „Cały czas narzekał. Mówił, że wykańczasz go swoim ciągłym łajaniem. To…”
Ten też nie jest dobry. Za mało zarabia, nie poświęca ci wystarczająco dużo uwagi. Biedactwo jest przez ciebie wyczerpane!”
Walentyna zacisnęła zęby. Osiem lat małżeństwa, osiem lat znoszenia przeziębienia Aleksieja, jego ciągłych nocnych dyżurów w pracy, odwołanych planów, zapomnianych rocznic. A teraz dowiaduje się, że rozmawiał o niej z tymi… stworami.
„Gdzie Aleksiej?” syknęła przez zęby.
„W pracy, gdzie indziej?” Ewelina zamknęła lustro z trzaskiem. „Zarabia. A propos pieniędzy. Mamo, pamiętasz? Liosza obiecał nam coś na zakupy.”
Blog o życiu rodzinnym
„Dobrze, kochanie!” Zlata poklepała się po czole. „Walusiu, kochanie, daj nam pięćdziesiąt tysięcy ze swoich oszczędności, proszę? Lioszka odda ci je dziś wieczorem.”
Walentyna nie mogła uwierzyć własnym uszom.
„Dlaczego miałabym ci dawać pieniądze?” „No cóż, jesteśmy spokrewnieni!” Zlata podeszła, otulając Walentynę zapachem tanich perfum. „Nie bądź skąpa. Wiem, że je masz. Liosza powiedział, że potajemnie oszczędzasz”.
„WYPADAJ!” krzyknęła Walentyna. „Wynoś się z mojego mieszkania NATYCHMIAST!”
I wtedy się zaczęło. Zlata Feoktistowna wyrzuciła z siebie taki potok wulgaryzmów, że nawet surowa Walentyna się zarumieniła. Ewelina szła tuż za nią, dorzucając swoje perły do potoku obelg. Mieszkanie wypełniło się tak gęstą wulgaryzmami, że tapeta zdawała się odklejać od ścian.
„…a poza tym, jesteś po prostu oskubana!” Zlata zakończyła swoją płomienną przemowę. „Myślisz, że Lioszka ożenił się z tobą z miłości? Sam mi to powiedział – czepiałaś się go jak buldog! Goniłaś za nim, ciągle go wołałaś, błagałaś! Zgodził się tylko z litości!” Walentyna była w szoku. To było kłamstwo, brudne, obrzydliwe kłamstwo. Poznała Aleksieja na urodzinach wspólnego znajomego; podszedł do niej, zaprosił ją na pierwszą randkę. Pierwsze kilka lat było szczęśliwych, pełnych planów i nadziei. Kiedy to wszystko się zepsuło?
„Kłamiesz” – powiedziała cicho.
„Tak, oczywiście, kłamiemy!” – wyrzuciła z siebie Ewelina. „Mamo, pokaż mi!”
Zlata wyciągnęła smartfon z kieszeni sukienki i zaczęła stukać w ekran.
„Patrz! Wiadomości od Lyoszy. Przeczytaj je!”
Uniosła telefon do jego nosa. Naprawdę był otwarty czat w aplikacji do wiadomości. Kontakt był zapisany jako „Lyoshenka-siostrzenica”.
„Ciociu Zlat, proszę, przyjedź. Już jej nie znoszę. Doprowadza mnie do szału”.
„Oczywiście, kochanie! Zaraz przyjedziemy z Eweliną. Będziemy cię wspierać”.
„Dziękujemy”. Tylko nie mów jej, że cię zaprosiłem. Powiedz jej, że postanowiłeś nas odwiedzić z własnej woli”.
„Nie martw się, zrobimy wszystko jak należy. Zaraz ją przywrócimy do porządku”.
Walentyna cofnęła się. Styl pisania naprawdę przypominał styl Aleksieja – krótkie zdania, żadnych emotikonów, jego typowe skróty.
„To podróbka” – wyszeptała z naciskiem.
„Oczywiście, podróbka!” Zlata wyrwała jej telefon. „Wszystko jest dla ciebie podróbką! Żyjesz w swoim małym wyimaginowanym świecie, w którym Lyoshenka cię kocha. Ale on cię nie znosi! Powiedział, że się z tobą rozwiedzie, jak tylko znajdzie dobrego prawnika”.
Klucz przekręcił się w zamku. Cała trójka zamarła. W korytarzu słychać było kroki, a chwilę później Aleksiej wszedł do salonu. Wysoki, wysportowany mężczyzna w wieku trzydziestu pięciu lat, w drogim garniturze, z równo przystrzyżonymi ciemnymi włosami. Jego szare oczy omiatały wszystkich w pokoju. „Co tu się dzieje?” zapytał neutralnym tonem.
„Lioszenko!” krzyknęła Ewelina, rzucając mu się w ramiona. „Dzięki Bogu, że tu jesteś! Walia kompletnie oszalała! Chce nas wyrzucić!”
Aleksiej delikatnie odciągnął kuzynkę i spojrzał na żonę.
„Walentyna, o co chodzi?”
„O co chodzi?” Walentyna nie mogła uwierzyć w to, co się dzieje. „Twoi drodzy krewni mówią, że ich zaprosiłaś! Że mnie nie znosisz! Że chcesz się ze mną rozwieść!”
Aleksiej zmarszczył brwi i spojrzał na ciotkę.
„Ciociu Zlato, mylisz się. Nie zaprosiłem cię.”
„Co masz na myśli, mówiąc, że nas nie zaprosiłaś?” Zlata uniosła ręce. „Lioszenko, kochanie, sama to napisałaś! Patrz!”
Znów wyciągnęła telefon, ale Aleksiej nawet nie spojrzał na ekran. „To pewnie jakieś nieporozumienie. Nie ja to napisałem. Nie mam nawet twojego numeru telefonu”.
„Ale… ale…” Zlata zamrugała zdezorientowana. „Ty… Jesteśmy tu już tydzień…”
„I Z GRZECZNOŚCIĄ TO ZNOSIŁEM” – przerwał Aleksiej. „Ale jeśli będziesz rozsiewał kłamstwa na mój temat i na temat mojej żony, to proszę cię, żebyś opuścił nasze mieszkanie”.
„Nasz dom” – poprawił się, biorąc Walentynę za rękę.
Ewelina podeszła bliżej do sofy.
„Ljosza, co ty robisz? Jesteśmy rodziną…”
„Daleko” – wyjaśnił Aleksiej. „Bardzo daleko. Tak daleko, że widzę cię dopiero drugi raz w życiu. Pierwszy raz dziesięć lat temu na pogrzebie mojego dziadka”.
„Niewdzięczna!” – krzyknęła Zlata. „Przyszliśmy do ciebie z otwartym sercem, a ty…”
„Z otwartym sercem, żeby PROSIĆ moją żonę o pieniądze?” Aleksiej cofnął się o krok.
Wiem przed sobą. „Tak, Valentina zdążyła już do mnie napisać. Wiesz co? Masz pół godziny na spakowanie walizek i WYJDŹ. Albo zadzwonię po ochronę”.
“Bezpieczeństwo?” Ewelina zadrwiła. „Jakie zabezpieczenie?”
– Portier na dole. A tak przy okazji, były funkcjonariusz sił specjalnych. Jestem pewien, że chętnie pomoże ci z bagażem.
Zlata zaczerwieniła się.
„Zgłosimy cię! Za szkody moralne! Za zniewagi!”
„No dalej” – odpowiedział spokojnie Aleksiej. „Pamiętaj tylko, że nagrałem dzisiaj całe twoje wybryki. Rejestrator jest tam, na półce za wazonem. Włączyłem go, gdy tylko usłyszałem krzyki z klatki schodowej”.
Walentyna odwróciła się. W środku książek rzeczywiście można było zobaczyć małe czarne urządzenie z zapaloną czerwoną lampką.
„Ty… ty zorganizowałeś tę rzecz!” szepnęła Zlata.
„NIE, nie ja to ustaliłem. Po prostu wiedziałem, że prędzej czy później pokażesz swoją PRAWDZIWĄ twarz. Chciwy, bezczelny, kłamliwy. Skoro już o kłamstwach mowa – Ewelino, pamiętasz Jarosława Kosmodemianskiego?”
Evelina skrzywiła się i zbladła pod warstwą podkładu.
– Ja… ja nie znam żadnego Jarosława.
– Dziwne. Pamięta cię bardzo dobrze. Szczególnie te trzydzieści tysięcy, które od niego pożyczyłeś na rzekomą „operację” swojej chorej matki. Matki, która z tego, co widzę, ma się bardzo dobrze.
Blog o życiu rodzinnym
„Jak możesz…” Zlata chwyciła się za pierś.
„Mam wielu przyjaciół w różnych miastach, ciociu Zlato. I opowiedzieli mi kilka ciekawych rzeczy. Na przykład jak ty i twoja córka wędrujecie od jednego krewnego do drugiego, wyganiając ich z domów. Najpierw przychodzisz „w odwiedziny na tydzień”, a potem zaczynasz zachowywać się, jakbyś był w domu, żądając pieniędzy, robiąc scenki. Sześć rodzin w ciągu ostatnich trzech lat. Niezwykłe”.
„To oszczerstwo!” Ewelina krzyknęła.
„Takie są fakty. Do wszystkich mam dane kontaktowe. Chcesz, żebym umówił się na spotkanie osobiście?”
Matka i córka wymieniły spojrzenia. W ich oczach pojawił się strach.
„Dwadzieścia minut” – powiedział Aleksiej, patrząc na zegarek. “Dziewiętnaście.”
Zlata chwyciła Evelinę za rękę.
„No dalej! Nie mamy tu nic do roboty! Oni… oni…”
Nie dokończył zdania i wybiegł z pokoju. Evelina szybko poszła za nią. Kilka minut później z pokoju gościnnego doszły odgłosy: szalone walizki, trzaskanie drzwiami, stłumione przekleństwa.
Valentina nadal stała na środku salonu, nie mogąc uwierzyć w to, co się właśnie wydarzyło.
„Aleksiej… Czy to prawda? O rejestratorze, o ich przeszłości?”
Mąż ją przytulił i mocno przytulił.
„Przepraszam. Powinienem był ich od razu wyrzucić. Ale chciałem zebrać dowody. Rozumiesz, mogli krążyć i rozpowszechniać złe plotki. Teraz mamy dowód na to, jak się zachowali”.
„Ale jak naśladowali Twój styl w wiadomościach? Te wiadomości…”
„Sfałszowanie czatu zajmuje pięć minut. Każdy nastolatek mógłby to zrobić. Prawdopodobnie przestudiowali moje posty w mediach społecznościowych i skopiowali mój sposób pisania. Ale pomylili się w jednym szczególe: nigdy nie zwracam się do ciebie w wiadomościach Valya ani Valka. Tylko pełnym imieniem lub „moim kochaniem”.
Walentyna ukryła twarz na jego ramieniu.
„Myślałem… myślałem, że tak naprawdę już mnie nie kochasz. Ostatnio jesteś taki zimny”.
„Kłopoty w pracy. Duży projekt, od tego zależy przyszłość całego działu. Ale to nie jest żadna wymówka. Powinienem był spędzić z tobą więcej czasu, z nami. Przepraszam”.
Z korytarza słychać było huk. Wyglądało na to, że Zlata upuściła walizkę.
„Ewelinko, pomóż mi!” – rozległ się jej głos. „To jest ciężkie!”
„Przynieś to sam!” – odrzekła córka. „Przez ciebie jesteśmy teraz spłukani!”
„To twoja wina! Powinieneś być bardziej ostrożny!”
„Moja wina? To był twój plan!”
Wybuchła kolejna wściekła kłótnia. Matka i córka krzyczały na siebie, nie zwracając uwagi na słowa. W końcu trzasnęły drzwi frontowe.
Aleksiej podszedł do okna i wyjrzał.
„Nie ma ich. Ciągną walizki w stronę przystanku”.
„Mam nadzieję, że nie wrócą”.
„Nie wrócą. Zadzwoniłem do Jarosława. Złożył już skargę na oszustwo przeciwko Ewelinie. A do sprawy dołączyły jeszcze cztery ofiary. Wkrótce będą mieli poważne problemy”.
Walentyna odetchnęła z ulgą. Mieszkanie nagle wydało się jaśniejsze i bardziej przestronne, jakby ciężka i przytłaczająca atmosfera zniknęła wraz z niechcianymi gośćmi.
„Wiesz” – powiedział – „może tak będzie najlepiej. Ich wizyta uświadomiła nam, jak bardzo się rozpadliśmy. Musimy to nadrobić”.
„Zgadzam się. Zacznijmy od razu. Kolacja w tej gruzińskiej restauracji, którą lubisz?”
– Z przyjemnością. Ale najpierw wywietrzmy trochę mieszkanie. Nadal czujesz ich zapach.
Otworzyli wszystkie okna, wpuszczając chłodne wieczorne powietrze. Miasto poniżej tętniło zwykłym życiem, obojętne na drobne dramaty rozgrywające się w poszczególnych mieszkaniach.
Dwie godziny później, gdy siedzieli już w restauracji przy stoliku pod oknem, telefon Aleksieja zawibrował. Spojrzał na ekran i uśmiechnął się.
“Co to jest?” – zapytała Walentyna.
„Wiadomość od numeru