W całej Polsce coraz więcej osób przeciera oczy ze zdumienia, gdy do drzwi pukają kontrolerzy. Powód? Jeden dokument, o którym wielu właścicieli nieruchomości wciąż nie ma pojęcia – a jego brak może słono kosztować.
Chodzi o świadectwo energetyczne, obowiązujące od zmian w przepisach w 2023 roku. To dokument pokazujący, ile energii zużywa budynek – a więc pośrednio, ile kosztuje jego utrzymanie. W praktyce stał się obowiązkowy w wielu sytuacjach, zwłaszcza przy sprzedaży lub wynajmie nieruchomości.
Najczęściej dotyczy to właścicieli budynków wybudowanych po 2009 roku, a także starszych lokali, jeśli trafiają na rynek. W innych przypadkach – np. gdy ktoś mieszka w domu od lat i nie planuje go sprzedawać – obowiązek może nie występować. Problem w tym, że wiele osób nie zna tych zasad i dowiaduje się o nich dopiero podczas kontroli.
Koszt wyrobienia dokumentu nie jest ogromny, ale zauważalny – dla mieszkania to około 349 zł, choć cena może być wyższa w zależności od nieruchomości. Jednak prawdziwy szok pojawia się dopiero wtedy, gdy dokumentu brakuje.
Kontrole obejmują również systemy ogrzewania i odbywają się cyklicznie – od co 2 do nawet co 5 lat, w zależności od instalacji. Jeśli podczas wizyty okaże się, że właściciel nie spełnił obowiązków, konsekwencje mogą być poważne.
Kara? Nawet do 5000 zł.
To właśnie rosnąca liczba kontroli sprawia, że temat zaczyna budzić emocje. Wielu właścicieli odkładało sprawę na później lub nie było świadomych zmian w prawie – a teraz mogą za to zapłacić wysoką cenę.