Podniosłam wzrok znad papierów i spojrzałam mu prosto w oczy.
Z kobiety, która drżała, gdy podnosił głos, nic nie zostało. Nie było już tego tępego strachu, że zostanę sama. Zapadła cisza. Cisza, która go zaniepokoiła.
—Jesteś pewna, że chcesz, żebym to podpisała? — zapytałam cicho.
Andriej westchnął zirytowany.
—Eleno, nie zaczynaj. Już rozmawialiśmy. Nie ma sensu.
Zamknęłam teczkę i delikatnie odsunęłam ją w jego stronę.
—W takim razie poczytajmy razem — powiedziałam spokojnie.
Pani Mariana uniosła brwi, lekko zaniepokojona.
—Nie sądzę, żeby była taka potrzeba…
—Tak, jest — przerwałam jej. — Bo widzę, że brakuje kilku ważnych rzeczy.
Andriej zmarszczył brwi.
—O czym ty mówisz?
Otworzyłam torbę i wyciągnęłam plik papierów, znacznie grubszy niż jego teczka.
Położyłam je na stole, jeden na drugim.
—Na przykład o tym domu. O ziemi na wsi. O tych rachunkach, o których „zapomniałeś” wspomnieć.
Zapadła cisza.
Po raz pierwszy zobaczyłam, jak oboje tracą pewność siebie.
—Nie wiem, co chcesz zrobić… — zaczął.
—Niczego nie chcę — powiedziałam. Tylko prawdy.
Wyciągnęłam pierwszą kartkę i pokazałam mu ją.
—Kilka przelewów na Valerię. Dość duże sumy. Z konta firmowego.
Zamarł.
—To nie tak, jak myślisz…
Uśmiechnęłam się lekko.
—Dokładnie tak myślę. I nie tylko ja.
Wyjęłam telefon i otworzyłam wiadomość.
—Mój prawnik już wszystko przeanalizował. Wliczając w to fakt, że używałeś firmowych pieniędzy do celów osobistych. Wiesz, jak to się nazywa, prawda?
Twarz pani Mariany zsiniała.
—Andriej… co to takiego?
Nie powiedział nic więcej.
—I jest jeszcze coś — kontynuowałem. Umowa na dom jest na nasze oboje nazwiska. Ale kredyt… jest tylko na twoje.
Pozwoliłem, żeby zdanie zabrzmiało ciężko.
—Jeśli przyjmiemy twoją „cywilizowaną” wersję, ty odejdziesz. Sofia i ja zostaniemy tutaj. A ty będziesz dalej spłacał.
Widziałem, jak z trudem przełyka ślinę.
—Nie możesz tego zrobić.
—Mogę — powiedziałem po prostu. I to nie wszystko.
Wyjąłem ostatnią kartkę papieru.
—Mam już podpisane dwa nowe projekty. Zaczynam w przyszłym miesiącu. Już od ciebie nie zależy.
W jego oczach pojawiło się coś, czego nigdy wcześniej nie widziałem: strach.
—Eleno, porozmawiajmy o tym inaczej…
—Za późno.
Wstałam.
—Wiesz, co jest ciekawe? — powiedziałam, podnosząc torbę. Nie straciłaś mnie dzisiaj.
Zatrzymałam się, patrząc na niego.
—Straciłaś mnie tej nocy, kiedy postanowiłaś mnie okłamać.
Wyszłam z pokoju, nie oglądając się za siebie.
Na zewnątrz powietrze było zimne, ale czyste.
Wzięłam głęboki oddech.
Po raz pierwszy od dawna nie czułam żadnego ucisku w klatce piersiowej.
Mój telefon zawibrował.
Wiadomość od Sofii: „Mamo, przyjedziesz po mnie?”
Uśmiechnęłam się.
—Już jadę, kochanie.
Odpaliłam samochód.
W lusterku wstecznym dom został w tyle.
Ale po raz pierwszy to już nie była strata.
To był początek.