Stałam nieruchomo, z ręką na wieszaku.
Serce biło mi spokojnie. Za spokojnie. Jakby czekało na ten moment od lat.
Wyszłam, nie robiąc hałasu. Na zewnątrz zimne powietrze uderzyło mnie w twarz. Przyciągnęłam płaszcz mocniej na ramiona i poszłam pieszo, chociaż samochód stał zaparkowany blisko. Potrzebowałam ciszy.
Pojutrze.
Dokładnie pojutrze.
Tej nocy nie spałam dużo. Nie ze złości. Z powodu jasności. Wszystko układało się idealnie.
Nazajutrz zadzwoniłam do Iriny, mojej prawniczki. Powiedziałam jej tylko tyle:
— Chcę, żebyśmy sprawdzili projekt w małym miasteczku. Park centralny. Firma usług pogrzebowych. To wszystko.
Nie zadawała pytań. Znała ton.
Pojutrze sala konferencyjna Urzędu Miasta była pełna. Drogie garnitury, wymuszone uśmiechy, gorzka kawa. Lidia i Artur siedzieli z przodu, zdenerwowani, nienagannie ubrani. Ona w beżowej sukience, on w garniturze, który uciskał go w ramionach.
Kiedy weszłam, nie zareagowali. Nie rozpoznali mnie od razu. Miałam na sobie tę samą niebieską sukienkę.
Usiadłam na czele stołu.
Zapanowała cisza.
— Dzień dobry, powiedziałam spokojnie. Nazywam się Vera Ionescu. Jestem założycielką i dyrektorką generalną firmy „Osnova-Construct”.
Lidia zamarła.
Artur często mrugał.
— My… my czekaliśmy na panią… czyli… delegację, jąkał się.
— Ja jestem delegacją, odpowiedziałam.
Otworzyłam teczkę. Dokumenty były przejrzyste. Ostemplowane. Legalne.
— Przeanalizowałam państwa projekt. Dokumenty. Firmę. Trasę pieniędzy. Mam prosty wniosek.
Spojrzałam bezpośrednio na Lidię.
— Nie zainwestujemy.
Jej twarz pobladła.
— Jak to…? wyszeptała.
— To znaczy, nie zainwestujemy ani jednego leja w biznes zbudowany na kłamstwie. I tym bardziej nie w taki, który prał pieniądze na plecach ludzi.
Artur próbował coś powiedzieć. Moja prawniczka wkroczyła spokojnie.
— Ponadto przekażemy wszystkie dokumenty do właściwych instytucji.
W sali zapadła cisza.
Wstałam.
— Jeszcze jedno, dodałam. Nie martwcie się o moją sukienkę. Została uszyta, by wytrzymać.
Wyszłam.
Po miesiącu ich firma ogłosiła upadłość. Po trzech miesiącach zniknęła.
Zainwestowałam w innym mieście. W szkoły. W porządne bloki. W ludzi.
Niebieska sukienka nadal jest w szafie.
I wciąż ją noszę.