Premier Donald Tusk, w swoim charakterystycznym stylu, postanowił wbić szpilę politycznym oponentom. W środowym wpisie na platformie X wspomniał o oglądaniu kultowej kreskówki „Było sobie życie” – najpierw z dziećmi, a ostatnio z wnuczkami. „Gorąco polecam posłom PiS” – dodał z przekąsem.
Nie jest to przypadkowy komentarz. W tle trwa medialna burza po kompromitującej wpadce kilku polityków, którzy – zapytani w programie telewizyjnym o różnicę między okresem a owulacją – nie potrafili udzielić podstawowej odpowiedzi. „Nie pamiętam, nie interesowałem się tym”, „nie będę wchodził w te tematy” – padło z ust parlamentarzystów różnych ugrupowań, w tym z PiS i Nowej Lewicy.
Wpis Tuska błyskawicznie obiegł internet i stał się kolejnym głosem w dyskusji o edukacji zdrowotnej w szkołach – przedmiocie, który ma wejść do programu nauczania, ale nie będzie obowiązkowy. Pomysł ten spotyka się z oporem prawicy i Kościoła. Jarosław Kaczyński przestrzegał niedawno, że lekcje te będą prowadziły do „demoralizacji dzieci”.
Tymczasem eksperci biją na alarm: poziom wiedzy o funkcjonowaniu ludzkiego ciała – nawet wśród polityków – bywa żenująco niski. I to w czasie, gdy edukacja zdrowotna może odegrać kluczową rolę w walce z dezinformacją i stygmatyzacją.