Po nocnym incydencie z udziałem rosyjskich dronów, które naruszyły polską przestrzeń powietrzną i zostały zestrzelone, reakcja ze strony Polski i sojuszników była natychmiastowa i jednoznaczna. Premier Donald Tusk zwołał nadzwyczajne posiedzenie rządu, a Polska natychmiast rozpoczęła konsultacje z NATO.
Incydent został uznany za bezprecedensowy akt prowokacji. Po raz pierwszy rosyjskie drony zostały zestrzelone nad terytorium państwa NATO. Według Tuska, procedury zadziałały bezbłędnie, a reakcja była szybka i stanowcza.
Na arenie międzynarodowej zawrzało. Ursula von der Leyen i Antonio Costa otwarcie nazwali wtargnięcie agresją wymierzoną nie tylko w Polskę, ale całą Europę. W Parlamencie Europejskim wyrazy solidarności z Polską spotkały się z owacjami na stojąco. Kaja Kallas nazwała incydent „najpoważniejszym naruszeniem europejskiej przestrzeni powietrznej od początku wojny”.
Z kolei w Stanach Zjednoczonych niektórzy politycy, jak kongresmen Joe Wilson, poszli o krok dalej – uznali to za „akt wojny” i wezwali do twardych sankcji wobec Moskwy. Wojskowi eksperci z USA ostrzegają, że był to celowy test obrony NATO i ostrzegają przed kolejnymi prowokacjami.
Również liderzy krajów nordyckich i bałtyckich, a także prezydent Francji Emmanuel Macron, zapowiedzieli wsparcie i wzmożenie presji dyplomatycznej na Rosję. Litwa, Finlandia i Ukraina wezwały do natychmiastowego wzmocnienia obrony powietrznej państw przyfrontowych.
Tymczasem NATO potwierdza, że współdziała z Polską, a w operacji brały udział zarówno polskie F-16, jak i myśliwce z Holandii i Włoch.