Kolejna polityczna awantura wybuchła na linii rząd–prezydent po ataku rosyjskich dronów na Polskę. Sprawa dotyczy incydentu w Wyrykach, gdzie – według doniesień – w budynek uderzyła rakieta z polskiego F-16.
Według “Rzeczpospolitej”, pocisk miał dysfunkcję i nie trafił w cel, którym był rosyjski dron. Rząd zaprzecza, że wiedział wcześniej o takiej wersji zdarzeń.
Kancelaria Prezydenta oskarża gabinet Tuska o zatajenie informacji. Rząd odpowiada, że BBN miał dostęp do tych samych danych, co premier i MON.
Wiceszef MON Cezary Tomczyk zapewnia, że wszystko było jawnie omawiane podczas posiedzenia Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego. Obecny miał być nawet przedstawiciel prezydenta.
BBN twierdzi jednak, że o rakiecie nikt nie wspomniał, a prezydent Nawrocki domaga się natychmiastowego wyjaśnienia sprawy. PiS oskarża rząd o wprowadzanie w błąd opinii publicznej.
Do sprawy odniósł się także Donald Tusk, zrzucając pełną odpowiedzialność na Rosję i nazywając atak “dronową prowokacją”. Premier wezwał też, by “trzymać łapy z daleka od polskich żołnierzy”.
Tymczasem Dowództwo Operacyjne zapewnia, że wszystkie dane były przekazywane zgodnie z procedurami. Zdaniem rządu, to Rosja jest odpowiedzialna za konsekwencje swojej agresji.